Bartosz Majewski

marketing | sprzedaż | e-commerce

Dlaczego nikt nie chce pomóc ci ratować świata?

Mamy w Polsce ogrom ludzi, którzy pomagają innym i działają na rzecz dobra wspólnego. Ucząc, pomagając, przelewając kasę na szczytne cele. Działających systemowo zamiast doraźnie. Mówię o prawnikach, którzy pół piątku doradzają za darmo dla ludzi, których nie stać na poradę prawną. O ludziach pracujących w NGO za darmo albo agencjach robiących akcje dla NGO za darmo. O akcji szlachetna paczka albo makretingowcach wydających kalendarz branżowy z którego dochód idzie na szczytne cele. Nie, 5 złotych na WOŚP, które wszyscy wrzucamy się nie liczy.

Bardzo często ci dobrzy ludzie mają jednak problem. Gdy tylko wejdą w charytatywne buty przestają ich cudownie obowiązywać marketingowe, biznesowe i sprzedażowe patenty działające w biznesie. A nie powinny – bo działają też poza biznesem. Niestety, nikt tym dobrym ludziom tego nie mówi – ponieważ wszyscy wiedzą, że nawet jeśli robią to źle to mają serce po właściwej stronie i starają się zmienić fragment świata na lepsze. Ponieważ wszyscy chcemy być mili – nie dostają informacji zwrotnej i nie poprawiają swoich działań popełniając te same błędy.

Pierwszym krokiem do rozwiązania problemu jest zauważenie go. Oto on: ci, którym staracie się pomóc dostają mniej pomocy, pieniędzy i wsparcia ponieważ pomagający nie są dość dobrzy w marketingu, sprzedaży czy perswazji.

Konkurujesz o uwagę klientów (potencjalnych wolontariuszy, sponsorów, patronów) z bankami, politykami, modelkami i telekomami w tych samych kanałach komunikacji w których one są obecne ze swoimi budżetami. Jeśli myślisz, że pozyskasz moją uwagę wiadomością na facebooku na ponad 200 słów – czas pomyśleć po raz drugi. Wybacz, TLDR. Napisz w komentarzu jakie to uczucie przegrać ze śmiesznym kotem. Dobre intencje czy walka o słuszną sprawę nie uzasadniają braku skuteczności czy marnowania zasobów takich jak twój czas albo uwaga twoich odbiorców. Wysyłanie wiadomości, które nie mają szans zadziałać bo brakuje im call to action sprawia, że nie dostajesz wsparcia, którego szukasz. Przez tego typu błąd jakieś dziecko nie dostaje pomocy, którego potrzebuje.

Nie zrozum mnie źle – wiem dlaczego tak jest. Każda złotówka wydana na marketera, sprzedawcę, konsultanta albo UX desingera to złotówka, która nie zostanie wydana na wsparcie słusznej sprawy. Czasami jednak, żeby zarobić stówę trzeba wydać piątaka. A nawet jeśli nie – na każdej konferencji marketingowej znajdziesz minimum kilku ludzi, którzy przepracują dla twojej słusznej sprawy parę godzin w tygodniu za darmo. Na pewno lepiej byłoby gdybyś spytał ich o pomoc zamiast o pieniądze (Większość marketerów nie zarabia kokosów – szczególnie za młodu). Jeśli nie wierzysz, że tak byłoby lepiej: zobacz tą, dwuminutową reklamę:

*https://www.youtube.com/watch?v=Hzgzim5m7oU

Znam wielu dobrych ludzi wśród marketerów i sprzedawców, którzy cały czas są proszeni o przelanie gotówki, której im non stop brakuje. Nie znam zbyt wielu, którzy są proszeni o poświęcenie kilku godzin. Widziałem sklepy internetowe, które podwajają sprzedaż po współpracy z dobrymi specjalistami. Bardzo chciałbym zobaczyć organizację charytatywną, która podwaja wyniki finansowe, z tym samym teamem, który poświęca czas pro bono.

Ps. Proszę, jeśli otrzymacie kiedyś zapytanie o przelew napisane na kolanie – wyślijcie ten artykuł w odpowiedzi i zaproponujcie cegiełkę w postaci 5 godzin pracy za darmo dla tej organizacji charytatywnej. Zapewniam, pomożecie im bardziej niż przelewając stówkę. A jeśli przez przypadek ktoś z organizacji charytatywnej przeczyta ten tekst – niech podeśle e-mail na bartosz@righthello.com zobaczymy co da się zrobić – możliwe, że będe chciał pomóc. Praca dla dobrej sprawy dobrego marketera jest warta znacznie więcej niż przelana stówka.

10 filmów, które inspirują biznesowo

Robiąc takie rzeczy jak e-commerce, marketing czy technologie trzeba rozumieć bardzo wiele modelów biznesowych i być na bieżąco z wieloma rynkami i trendami. To wymaga utrzymywania reżimu lekturowego. Badania, raporty, biografie przedsiębiorców, case studies czy książki o danych zagadnieniach to codzienność. Warto jednak zwrócić uwagę na filmy traktujące o kwestiach biznesowych czy technologiach. Łatwiej pomyśleć wtedy nieszablonowo, dokonać zmian albo rozpocząć nowy projekt. Oto 10 inspiracji, które polecam.

Dobry Rok

Margin Call

Get Rich Or Die Trying

Lincoln Lawyer

Męska Gra

Układ Zamknięty

Młode wilki

Pursuit Of Happiness

Glengarry Glen Ross

Raport Mniejszości

A może wy coś polecacie? Czego waszym zdaniem brakuje na tej liście?

Jeśli tekst ci się podobał, dołącz do fanów tego bloga na facebooku: Bartosz Majewski Blog

Czy masz kontrolę nad swoim ruchem?

Stare przykazanie mówi „nie buduj biznesu w miejscu nad którym nie masz kontroli”. Ciągle jestem zaskakiwany jak wiele sklepów nie odrobiło tej lekcji. Wielokrotnie okazywało się już, że budowanie długofalowej strategii w oparciu wyłącznie o platformę nad którą nie ma się kontroli jest bardzo ryzykowne. Nie ma tu znaczenia jaka to platforma. Przekonały się o tym Skąpiec i Ceneo gdy za stosowanie niedozwolonych przez google praktyk wyleciały na kilkadziesiąt dni z organicznych wyników wyszukiwania tracąc przychody liczone w milionach złotych. One to oczywiście przetrwały, dzięki sporym rezerwom gotówki, które pozwoliły im przeczekać nie restrukturyzując zatrudnienia przez trudną chwilę. Większość sklepów nie ma jednak tego typu poduszki finansowej i miesiąc niesprzedawania to dla nich naprawdę duży problem.

Analogiczny problem miała firmy Obsessive. Ponieważ to marka bieliźniarska – publikowano zdjęcia sporej ilości modelek w bieliźnie. Za co facebook usunął profil tej firmy. Był to ruch bardzo kontrowersyjny – w końcu większość gwiazd porno ma swoje profile na facebooku a najsłynniejsza marka z branży bieliźniarskiej – Victoria`s Secret uchodzi za jeden z najlepiej prowadzonych profili na tej platformie.

Oberwał też Jacek Gadzinowski, który naruszył Facebookowy regulamin tworząc fałszywe konto osobowe pod które podpięty był fanpage jego bloga – Komunikacyjna trepanacja czaszki. Straty nie poszły w miliony, niemniej zasięg kilku tysięcy fanów i zbudowana społeczność bloga, które były efektem setek lub tysięcy godzin pracy – obróciły się w niwecz. Wnioski z tego wyciągnął niewątpliwie Paweł Tkaczyk, który od niedawna umożliwia na swoim blogu pozostawienie e-maila, tak aby otrzymywać komunikat o nowym wpisie autora.

Nie musi jednak dojść do usunięcia profilu na facebooku czy nałożenia filtrów, żeby firma zaczęła cierpieć z powodu braku kontroli nad platformą na której jest obecna. Każdorazowo zmiana algorytmu wyszkukiwania Google powoduje duże zmiany w ilości ruchu, który wpływa na sklepy z wyszukiwarek. Utrata 100.000 unikalnych użytkowników w skali miesiąca nie jest tutaj ewenementem. Ile to pieniędzy? Niemało, wystarczy policzyć. Analogicznie sprawy mają się ze zmianami w edge ranku Facebooka. Dziś, licząc proporcjonalnie do ilości fanów fanpage`a zasięg postów uległ zmniejszeniu w porównaniu np. z 2010 rokiem. A nikt nie zagwarantuje nam przecież, że edge rank nie ograniczy widoczności postów jeszcze bardziej. Facebook zarabia na reklamie, jest spółką giełdową i musi skłaniać administratorów do kupowania płatnych postów. I robi to np. poprzez ograniczanie widoczności postów bezpłatnych. Z analogicznym procesem mamy do czynienia w przypadku wyszukiwarki Google. Jeśli wpiszemy w wyszukiwarkę frazy produktowe jak np. Converse All Star zobaczymy poniższy obrazek:

converse

Na czerwono zaznaczyłem opłaconą reklamę a na zielono organiczne wyniki wyszukiwania. Czy może dziwić, że w przypadku sklepów internetowych ruch z SEO odgrywa dziś mniejszą rolę niż 5 lat temu? W strategicznym interesie Google leży wycięcie w pień całej branży optymalizatorów SEO – wtedy zamiast wydawać pieniądze na optymalizacje SEO klienci zaczną wydawać pieniądze w agencjach na inne formy obecności w wyszukiwarce – a to przełoży się na wyniki finansowe kalifornijskiego giganta.  Pogłoski o śmierci SEO wielokrotnie już się nie sprawdziły, ale to się w końcu stanie. Google ma przewagę własnego boiska, większych środków oraz talentów. Determinacji także im nie zabraknie

Czy należy w takim razie odejść od promowania swojej marki na Facebooku, Pintereście i przestać przejmować się ruchem z wyszukiwarek? Oczywiście nie, jeszcze nie zwariowałem, żeby takie rzeczy doradzać. Długofalowo jednak mam 3 rady, które uodpornią was na niekorzystne zawirowania, które nastąpią na pewno.

1. Odpowiednia dywersyfikacja na różne platformy.Facebook nie jest wszystkim i choć daje zwykle największe ROI z platform społecznościowych to długoterminowo nie jest optymalnym miejscem do budowania siły sklepu. Ta siła może kiedyś nagle zniknąć.
2. Dobrze zaprojektowany mix budżetu marketingowego. Dywersyfikacja to podstawa. Mając dobrą, jakościową i ilościową obecność na facebooku, pintrest, w PPC jak i SEO a ponadto własną bazę e-mail marketingową i kilka innych źródeł jesteśmy znacznie mniej wrażliwi na „zawał” jednej platformy. Takie wydarzenie będzie bolało, ale nas nie zabije – bo mamy jeszcze inne źródła jakościowego ruchu.
3. Stawianie na to co własne. Długoterminowo uniezależnianie się od platform poprzez budowanie zasięgu swoich mediów jest bezpieczną strategią biznesową. Skoro wiemy na pewno, że algorytmy Google czy Facebooka będą się w przyszłości zmieniać (nierzadko na naszą niekorzyść) to budowa bazy e-mail marketingowej, zasięgu bloga czy świadomości marki staje się priorytetową kwestią.

Oczywiście można mnie też nie posłuchać i ustawić np. popup przekierowujący użytkowników nie na newsletter tylko na fanpage. I zwiększyć ekspozycję na każdą kolejną zmianę w algorytmie Google, Facebooka i innej platformy. Przecież zmiany w nich będą odbywać się tylko na lepsze dla reklamodawców, prawda?😉

Jeśli tekst ci się podobał, dołącz do fanów tego bloga na facebooku: Bartosz Majewski Blog

Magazyn Alkohole – dlaczego TESCO robi to dobrze?

Długi weekend spędziłem w towarzystwie przyjaciół w Jeleniej Górze raczej leniwie. Myszkując między półkami w poszukiwaniu strategii na wieczór znalazłem istną perełkę – Magazyn TESCO Alkohole, dystrybuowany przez tą sieć na stoiskach z trunkami.

Ktoś powie – zwykła gazetka promocyjna. Nic bardziej mylnego. TESCO Alkohole to bardzo dobry przykład content marketingu. Co ciekawe – głównie w offline. Dobra, ale dlaczego jest takie fajne?

  1. Kontekst. Edycja z którą się zapoznałem to wersja letnia. Koleżanki opalając się spędziły dobre 60 minut nad magazynem, bo zapomniały książek na basen. Żadna online`owa publikacja nie może liczyć na tyle uwagi.
  2. Sposób konsumpcji treści. Takie „wakacyjne” wydawnictwa mają ogromną przewagę nad online (i póki co mobile) dzięki odmiennemu sposobowi interakcji z czytelnikiem. Choć gazetę wziąłem jedną to czytało ją 6 osób tylko dlatego, że głośno (i pozytywnie) komentowałem to co TESCO miało mi do zakomunikowania. O ile nie trudno mi sobie wyobrazić, że przekazuję smartfon sześciu osobom, żeby pokazać im coś ciekawego  o tyle jakość i długość interakcji z treścią byłaby nieporównywalna.
  3. Jakość treści. Wszystko co powyżej nie miałoby znaczenia gdyby nie to, że magazyn ten został bardzo dobrze napisany i wydany. 63 strony o alkoholu na przyzwoitym papierze oraz artykuły pisane przez sommelierów, podróżników w sposób ciekawy i przystępny. Poza dość zaskakującym wyborem sommelierów do pisania artykułów nt. wódki wszystko się zgadza. Jest wyposażanie piwniczki, listy drinków (z takich alkoholi i produktów ,które znajdują się na półce TESCO, oczywiście), deski serów. Dodatkowo cieszy dobrze wdrożona strategia księżyca dzięki którym zwyczajne pismo może świecić światłem odbitym autorów tekstów i nie tylko. Np. Na przedostatniej stronie drink polecany przez współpracującego z brandem Roberta Makłowicza, na drugiej informacja o nagrodzie „złote szpalty” dla magazynu przyznanego przez jury pod przewodnictwem Tomasza Raczka.
  4. Znakomity jest model biznesowy przedsięwzięcia. Rzecz utrzymuje się z reklam i jest darmowa dla klienta. Ponieważ rzecz jest dystrybuowana wyłącznie na stoiskach z alkoholem TESCO mogą się w tym wydawnictwie reklamować koncerny z branży alkoholowej. TESCO w związku z cyklicznymi zakupami dużych partii trunków ma bezpośredni kontakt do potencjalnych reklamodawców i długą historię handlowania z nimi. Prawdopodobnie też koszt reklamy w TESCO alkohole dla dystrybutorów przyzwyczajonych do sponsorowania eventów nie jawi się jako wygórowany. Dodatkowo w związku z obowiązującymi w Polsce regulacjami koncerny mają niewiele możliwości reklamowania się, stąd TESCO konkuruje o budżety z niewielką liczbą podmiotów. Dodatkowo, reklamowane są wyłącznie trunki, które znajdują się na półce sklepowej wydawcy a więc od przeczytania do przychodu dla TESCO nie jest daleko.

Rzadko coś na tym blogu chwalę. Jeszcze rzadziej chwalę rzeczy offline`owe. Tutaj jednak należy się jak mało kiedy. Polecam. Na zdrowie!

Jeśli tekst ci się podobał, dołącz do fanów tego bloga na facebooku: Bartosz Majewski Blog

Polityka Insight – moje wrażenia

Gdy przeczytałem na wirtualnych mediach o powstaniu polityki insight byłem pod wrażeniem. Wreszcie ktoś z mainstreamowych mediów zerżnął świetny model biznesowy newslettera twonuggets.com autorstwa cynika9. I dzięki bogu.

Cynik9 w Twonuggets robi to tak: Za 70 Euro rocznie dostajemy dostęp do 15 ok. 20-30 stronnicowych raportów w których znajdziemy różne zagadnienia inwestycyjne z przewagą o aktywach materialnych oraz metalach szlachetnych. Jakość contentu jest taka, że przez 2 lata prenumeraty na samych informacjach tam zawartych zarobiłem kilkunastokrotność tych 70 Euro. Przeprowadzając 2 transakcje bardzo niewielkimi sumami.

Polityka Insight robi to tak: Za 700 złotych miesięcznie dostajemy dostęp do codziennego newslettera, który obejmuje ok. 5 artykułów analitycznych (Na tle tygodników opinii wyróżniających się na delikatny plus), omówienie tego co dziś robią kluczowe osoby w Państwie, urodziny ważnych osób oraz karuzelę stanowisk w zarządach i radach nadzorczych spółek giełdowych.

Gdy zabrałem się do subskrypcji próbnej miałem bardzo wysokie oczekiwania w związku z tym, że za projektem PI stoi bardzo ceniony przeze mnie Wawrzyniec Smoczyński. Niestety jestem rozczarowany. Odnoszę wrażenie, że wybrano zły model cenowy a UVP jest niedopracowane. Wspomniany cynik9 przez pierwszy rok pracował nad swoim formatem eksperymentując na czytelnikach za darmo. W efekcie, gdy zamknął się za paywallem miał już grono abonentów i produkt, który im się podobał. Być może to było nie do wdrożenia w przypadku PI, niemniej produkt w obecnym kształcie wydaje się po prostu wypuszczony zbyt szybko, bez dopracowania formatu.

PI powinna ściągnąć z cynika9 model co do joty a to się nie stało. W chwili obecnej byłbym bardzo zaskoczony gdyby PI zyskała wystarczająco dużo abonentów, żeby się utrzymać z uwagi na produkt zbyt niskiej jakości. Pomimo zalążków bardzo wartościowych treści – Urodziny ważnych osób oraz raport ze zmian stanowisk w radach nadzorczych to bardzo fajna informacja trudno mi sobie wyobrazić kogoś kto płaci za taką informację 700 złotych. Co prawda abonament taki daje także dostęp do ponad 800 analiz, niemniej jeśli są to publikacje na takim poziomie co PI Briefing to koszt pozostaje niewspółmierny do potencjalnej wartości produktu.

Mimo wszystko kibicuję temu projektowi. Wierzę w to, że na upadające w odmęty tabloidu i infortainmentu media odtrutka leży właśnie w tym modelu biznesowym oraz reklamie natywnej. Zobaczymy jak pójdzie im to za trzy lata. Smuci tylko, że bez względu na sytuację 90% społeczeństwa nigdy nie skorzysta z tego typu mediów skazując się na coraz słabsze, coraz bardziej tabloidowe, infortainmentowe media tradycyjne albo pozorną alternatywę lolconentu i to-co-się-klika w internecie.

Czym jest Made In Wro?

Nasz cel jest jasny. Chcemy radykalnie zwiększyć konkurencyjność wrocławskiego sektora nowych technologii poprzez usunięcie barier krępujących nasz wzrost. Wystarczy rozwiązać 6 problemów a radykalnie przyspieszymy – zwiększając przychody, zyski i zatrudnienie. Powstanie sprzężenie zwrotne – najlepsze firmy zyskają wielu dobrych pracowników, co przełoży się na zwiększoną zdolność do pozyskiwania znakomitych zleceń, które przełożą się na jeszcze więcej splendoru dla firm i tak w kółko… Jakich 6 problemów dręczy tutejsze biznesy IT i okoliczne?

Problem #1 – Nie znamy się.

Nasze środowisko jest ciągle nie dość zintegrowane. Nie znamy się, więc nie współpracujemy, nie polecamy sobie klientów, nie podzlecamy sobie zadań, nie startujemy razem w przetargach i nie wiedzą o nas potencjalni pracownicy. Wiele osób nie wie, że np. Ceneo jest z Wrocławia. Te rzeczy są do zmiany. Jednym ze sposobów na zmianę tego stanu rzeczy są konferencje i wydarzenia branżowe. Zaczęliśmy od pisania o nich. Już po pierwszych 3 tygodniach staliśmy się najbardziej kompletnym źródłem informacji o konferencjach odbywających się we Wrocławiu. Zaczęliśmy też patronować wydarzeniom. Patronowaliśmy blisko 10 eventom i współorganizowaliśmy Google Startup Weekend Wrocław. Za chwilę wydamy także poradnik organizatora.

Problem #2 – Nie mamy efektu skali. Choć mamy skalę.

Działając na własną rękę trudniej zrealizować cele niż w grupie. Bez względu na to, czy chodzi o niewielki zasięg wydarzeń branżowych czy powodzenie rekrutacji pracowników ciąży to na rozwoju branży. Informacje na temat istotnych dla sektora kwestii rozprzestrzeniają się głównie facebookiem lub pocztą pantoflową a więc ograniczający się przede wszystkim do znajomych oraz znajomych znajomych. W efekcie 80% publiki na wydarzeniach się powtarza, podobnie zaczyna być na niektórych rekrutacjach. Trudno jest zrobić wydarzenie, które przyciągnie ponad 100 osób. W efekcie trudno jest pozyskać sponsorów, jakość i rozmach.

Z firmami podobnie – we Wrocławiu jest wiele firm, które zatrudniają kilkadziesiąt osób, mają kilkumilionowe obroty i bardzo prestiżowych klientów na światowej klasy produkty. Nikt w mieście o nich nie słyszał, bo całość produkcji realizowana jest z myślą o eksporcie. Chcemy wydobyć je na światło dzienne. A potem policzyć wszystkie firmy IT we Wrocławiu i ich zatrudnienie. I oszacować ich wpływ na lokalną gospodarkę. Wierzymy, że jest ogromny.

Całość rynku nie wygląda inaczej. Ale o tym za chwilę.

Problem #3 – Wszyscy szukają rąk do pracy ale nikt nie może znaleźć.

Problem z rynkiem pracy w IT jest taki, że przewagę mają pracownicy. I dzieje się tak pomimo tego, że w mieście mamy 140.000 studentów. W efekcie pracodawcy konkurują o nich w sposób zarzynający branżę – zawyżając wynagrodzenia, co prowadzi do sytuacji w której pracownik ma 4 oferty pracy tygodniowo poprzez linkedin. Zwyżka wynagrodzeń jest sfinansowana albo z topniejącej marży firm technologicznej albo jest przerzucona na klienta. Oba scenariusze są złe, bo w ten sposób osłabiamy rentowność albo konkurencyjność naszych firm. Rynek pracownika oznacza także, że Wrocław będzie borykał się z coraz mniejszą ilością inwestycji w IT sprowadzających się do Wrocławia – bo albo nie będzie się dało pozyskać pracowników do pracy w nowopowstałych biurach, albo się uda – ale bardzo wysokim kosztem co opóźni i zmniejszy zwrot z inwestycji tutaj. Ten problem chcemy rozwiązać przez radykalne zwiększenie podaży pracowników i sprawienie, że Wrocław stanie się oczywistym wyborem jako miejsce do życia dla ludzi, którzy chcą pracować w nowych technologiach. Jesienią uruchomimy wspólny Jobboard wrocławskiej branży technologicznej i nie jedna szczęka opadnie gdy zobaczycie ile dobrze płatnej pracy jest we Wrocławiu dla młodych ludzi.

Problem #4 – Nie widać znaczenia branży technologicznej na zewnątrz.

Z informacji, które uzyskaliśmy w ARAW-ie wynika, że Wrocławskie przedsiębiorstwa technologiczne stworzą 5500 miejsc pracy. W naszej opinii jest to liczba niedoszacowana. Jeśli przyjmiemy, że na każde miejsce przypadnie 4000 złotych netto dochodu (też zaniżyłem) wyjdzie kwota 22 milionów złotych miesięcznie. To co najmniej 264 miliony złotych rocznie, które zostaną wydane w przeważającej części w naszym mieście. We Wrocławskich biurach, sklepach, pubach, kinach. Zostaną od tego zapłacone podatki. Bardzo duży impuls do popytu wewnętrznego. Gdy prognozy wzrostu Polskiego PKB oscylują wokół 1% ściąganie do miasta wysokopłatnych, innowacyjnych miejsc pracy i pracowników do ich zapełnienia powinno stać się najwyższym priorytetem. Na dziś nie widać zorganizowanej akcji ze strony samorządowców, która byłaby skierowana do potrzeb branży technologicznej. Chcemy to zmienić i zrobić z Wrocławia magnes na speców od nowych technologii. Ta branża będzie rosnąć w każdy możliwy sposób – licząc ilością zatrudnionych, przychodami, zyskami, wpływem na rzeczywistość poza branżą. Każdy kto ma 10 letnie dziecko i tablet w domu widzi codziennie jak będzie wyglądała przyszłość.

Problem #5 – Niewielki dostęp do edukacji praktycznej na najwyższym poziomie.

Oferta wrocławskich uczelni w niewielkim stopniu odzwierciedla zapotrzebowanie naszej branży. Większość realizowanych studiów podyplomowych jest realizowane przez kadrę teoretyków, brakuje realizowanych w języku angielskim, brakuje wykładowców spoza Wrocławia a wykładowców spoza Polski prawie nie ma. Za mało jest współpracy biznesu z uczelniami. Do rzadkości należą sytuacje w której studenci piszą prace magisterskie na zamówienia firm. Rzadko też pojawiają się u nas najlepsi trenerzy w Polsce, o globalnych liderach nie wspominając.

Chcemy to zmienić i już zaczęliśmy. Pierwszą inicjatywą jest szkolenie z Google Analytics.https://www.akademiaanalytics.pl/. Szkolenie podstawowe kierujemy przede wszystkim do studentów i aspirujących do branży e-commerce/interactive. Każda osoba obecna na szkoleniu dostanie wsparcie w poszukiwaniu miejsca w branży a wyposażona w certyfikat ukończenia szkolenia powinna być spokojna, bo wakaty już czekają. Szkolenie zaawansowane jest skierowane do tych, którzy po pierwszych doświadczeniach z analytics i adwords chcą wejść na następny poziom.

Druga inicjatywa, której jestem głównym pomysłodawcą (inspirowanym silnie przez Michała Sztuka) i inicjatorem to kierunek studiów „Menedżer e-commerce” na którym największe w Polsce nazwiska z e-commerce i okolic (m.in. Tomasz Karwatka, Mariusz Wesołowski, Michał Cortez, Sławomir Reich, Arkadiusz Hajduk) połączą siły z pracownikami naukowymi z Uniwersytetu Ekonomicznego i będą kształcić kilkudziesięciu studentów rocznie. Partnerem kierunku będzie około 10 wrocławskich, dużych e-commerce, które będą konkurować o absolwentów kierunku, tak żeby każdy absolwent został natychmiast wessany przez rynek pracy. Patronem kierunku będzie izba e-commerce. W skutek naszej działalności na tym polu zwiększymy nie tylko podaż pracowników ale również jakość tych z nich, którzy zdecydują się na pracę nad swoimi kompetencjami we Wrocławiu. Poprawimy także stan współpracy biznesu z nauką we Wrocławiu. Studia Menedżer e-commerce znajdziesz tutaj:

http://www.podyplomowe.ue.wroc.pl/114,300,menedzer_e_commerce.html

Problem #6 – Trudno jest dostać dobrze płatną pracę gdy jest się młodym

Statystyki bezrobocia wśród młodych ludzi i absolwentów w Polsce przerażają. A jednocześnie technologie mają problem ze znalezieniem rąk do pracy. Nie wszyscy w branży muszą świetnie rozumieć matematykę czy programowanie. Jest tu miejsce dla kulturoznawców, filozofów, politologów, socjologów, antropologów, psychologów, absolwentów połowy kierunków na uniwersytecie ekonomicznym. Pokażemy młodym ludziom pokazać alterantywę wobec emigracji – wysoko płatną, pasjonującą pracę we Wrocławiu, w nowych technologiach.

Co udało się nam w 60 dni?

W mniej niż 30 dni staliśmy się marką top of mind wśród osób organizujących wydarzenia branżowe we Wrocławiu. Piszemy o każdym wydarzeniu istotnym z punktu widzenia branży nowych technologii, niektórym patronując (Pogaduchy Blogerów, TechCamp, Warsztaty UX, GeekGirlsCarrots) lub współorganizując je (Google StartupWeekendWrocław #2)

Współorganizujemy kierunek studiów podyplomowych „Menedżer e-commerce” na Uniwersytecie ekonomicznym i Akademię Analytics.

Pozyskaliśmy do współpracy kilkanaście firm, między innymi Divante, MSI czy Brand 24.

Jesteśmy partnerem WRopenUP i otrzymaliśmy wsparcie od Business Linku.

Jakie są plany do końca września?

Przez wakacje zamierzamy skoncentrować się na przygotowaniu się do dalszej ekspansji. Czeka nas dużo planowania a jednocześnie chcemy pozyskać do współpracy każdą firmę z sektora nowych technologii we Wrocławiu. Czeka nas dokończenie formalizacji naszej inicjatywy, pogłębienie relacji z partnerami. Ogromny potencjał czeka na uwolnienie.

Kim wy jesteście?

Pomysłodawcą projektu jest Mateusz Wiktor, który zaprosił mnie do współorganizowania tej inicjatywy. Razem dopracowaliśmy strategię rozwoju i model biznesowy. Tak zostałem drugim założycielem. Po ogłoszeniu pomysłu na Bootstrapie zostaliśmy zarzuceni ogromem pozytywnego odbioru naszej inicjatywy. Bardzo szybko przestaliśmy wyrabiać się z nawałem roboty i musieliśmy skorzystać z wsparcia Beaty Twardowskiej i Łukasza Koniora, których od dłuższego czasu znamy i cenimy. Łączy nas miłość do Wrocławia i praca z nowymi technologiami. Od czasu gdy pracujemy razem w Made in Wro łączy nas też szerszy uśmiech i ogromne niewyspanie.

Chcesz nam jakoś pomóc albo nawiązać współpracę? Napisz do mnie na majewskibartos@gmail.com albo wyślij link do fanpage Made In Wro znajomym z branży nowych technologii.

Jeśli tekst ci się podobał, dołącz do fanów tego bloga na facebooku: Bartosz Majewski Blog

Pogaduchy blogerów – to już prawie rok

No i po kolejnych pogaduchach. W kategorii afterparty – zdecydowanie najlepszych dotychczas. Pomimo niedociągnięć dnia pierwszego, jak klub gradient czy skromna frekwencja gry miejskiej impreza wyszła świetnie. Choć przyciągnęła o połowę mniej osób niż poprzednia wyróżniła się na plus przez piknikowy charakter i niedzielę na wyspie piaskowej. Szczególnie cieszyła obecność na niej Michała Góreckiego, który mając żonę rodem z Wrocławia nigdy na wyspie nie zabawił!

Umożliwienie takiego obrotu sprawy było możliwe dzięki obecności biznesu na pogaduchach co postulowałem od dłuższego czasu. Organizatorzy skutecznie pozyskali środki, które pozwoliły na zorganizowanie wydarzenia zupełnie innego od poprzednich. Obok tradycyjnie chwalonego przeze mnie kina nowe horyzonty doskonale wsparły imprezę Tesco, Puffins i inne marki.

Bardzo spodobały mi się zakupy na piknik na które przybiegłem wprost z biegu firmowego, który odbywał się równolegle do gry miejskiej (bieg firmowy także polecam, to świetna impreza). Załadowaliśmy kilka samochodów jedzeniem, wodą i napojami chłodzącymi, które miały posłużyć za fundament pikniku blogerów, który odbywał się na wyspie piaskowej w niedzielę rano. Fundamentem jednak okazała się trampolina, którą kupiliśmy w Tesco za mniej niż 1/8 budżetu, którym dysponowali organizatorzy. Jeśli ktoś uważa, że TESCO jest drogim sklepem niech spróbuje wydać tam więcej niż 1000 złotych. Wraz z ekipą miałem okazję spróbować i po około 2000 PLN kończą się pomysły na zakupy. A tej ekipie kreatywności i kunsztu imprezowego nie brakowało. Wiedziałem, że w TESCO jest tanio ale i tak mnie to zaskoczyło? Oprócz prowiantu i napitków zakupiono także inne sprzyjające aktywności sportowej gadżety. Jednak nie tylko zakupy w TESCO rozpieściły blogerów.

W swoim stylu rozpocząłem sobotnie pogaduchy od afterparty, na którym pomimo zgrzytu z gradientem ucieszyły dwa fajne smaczki: Technologia tagberry.in, wykorzystująca NFC i ułatwiająca zarządzanie barem oraz koncert zespołu Deep Puncture. Tagberry to ciekawa rzecz, choć zdecydowanie muszą poprawić użyteczność i przeprowadzić testy aplikacji przez użytkowników po spożyciu jeśli chcą zawojować puby. Za to Deep Puncture w którym na gitarze grał Bartek Idzikowski ze studiumprzypadku.com sprawili, że impreza zyskała pikanterii. Tym bardziej, że na koniec ich koncertu przyłączył się do nich wokalnie Tomasz Kudła a następnie pożarł przygotowaną na tę okazję dla niego papierową gitarę.

Drugi dzień nie miał już w sobie nic z pikantno-kryminalnego posmaku dnia poprzedniego. Sielanka. Szybkie rozstawienie kocy, grilli oraz trampoliny i rozpoczął się piknik. Rewelacją okazały się Panie z Puffins, które roznosiły suszone owoce, które przechadzały się z tacami częstując rozłożonych na trawie lub rozgadanych przy grillu. Michał Górecki ogarniał grille zawstydzając reklamy Lidla a ekipa w składzie Tomasz Kudła, Ja, Mateusz Wiktor, Czarek Pawlonka oraz Piotr Kuc pojechała do Kina Nowe Horyzonty po kilkudziesięciokilogramowy check-in, który później – na własnych barkach musieliśmy zanieść do ratusza. Nie było łatwo. Ale było warto bo check in i trampolina wyraźnie zwracały uwagę spacerowiczów.

Plener i aktywności na świeżym powietrzu powinny być silnie rozważane przez organizatorów pogaduch przy następnych okazjach, pomimo ryzyka pogodowego. Dobrze, że aby nie wywołać zmęczenia i znużenia nie będą miały miejsca imprezy w cyklu aż do września – października. Jak znam życie, wrócą z nową energią, pomysłami i uraczą stęsknionych blogerów imprezą jakiej świat nie widział. Zdjęcia z imprezy mówią same za siebie a marki, które zaufały organizatorom mogły ogrzać się w blasku wrocławskiego słońca i wygenerować ekwiwalent mediowy na kilkudziesięciu blogach.

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: