Co spowoduje upadek Polskich uczelni?

by bmajewski

Jestem ogromnym optymistą jeśli chodzi o polskie uczelnie wyższe. Tu może być tylko lepiej. O stanie polskich uczelni wyższych napisał świetnie jeden z moich profesorów – Andrzej Dybczyński w tekście „jestem baronem„. Podzielam jego zdanie i dodaję, że najlepszym sposobem rozwiązania problemów Polskich uczelni wyższych jest napalm. W sytuacji gdy zmiany nie zostaną wprowadzone, ponieważ godziłyby w ich inicjatorów pozostaje jedna nadzieja: impuls z zewnątrz.

Kupiłem już popcorn i zamierzam bacznie się przyglądać jak uczelnie zatrudniające setki tytułowanych specjalistów nie dadzą sobie rady na rynku. Jak to świadczy o kompetencjach ludzi tam zatrudnionych? Czy jeśli specjalista od zarządzania pracuje w instytucji, która upada to jest to zły wpis w CV? Czy jeśli ekonomista zarządza instytucją ,która musi ratować się fuzją przed upadkiem to świadczy źle o jego kompetencjach? Na takie pytania będziemy musieli sobie niedługo odpowiedzieć. Na wiele takich pytań. Praktyczne zdolności pracowników uczelni wyższych zostaną zweryfikowane. Wielokrotnie oceną będzie niedostateczny.

Na dziś wypuściliśmy z uczelni pokolenie ludzi, których życiowe aspiracje zbudowane na studiach nie zostaną nigdy spełnione bo ich wiedza nie stanowi wartości na polskim rynku pracy. Część z nich wybierze emigrację, ale tylko ułamek z nich będzie pracować zgodnie z własnymi aspiracjami. Większość będzie tam wykonywać nieźle płatne, ale intelektualnie niewymagające prace. Będą kamieniarzami, barmanami, być może założą własne firmy. Tylko jednostki będą wykładać na uczelniach, pracować w agencjach kreatywnych, na znaczących stanowiskach w centralach dużych firm IT. Ci którzy zostaną w Polsce poza pracowitymi wyjątkami nie zostaną przyjęci ciepło na rynku pracy. Jaskółką zmian jest deregulacja zawodów, ale i ona nie rozwiąże wszystkich problemów. Wiele branż nie jest przecież regulowanych a pozyskanie wartościowego młodego pracownika jest bardzo trudne.

Dlaczego więc, skoro większość kierunków studiów nic nie daje, rzesze ludzi nadal ciągną na uczelnie zamiast uczyć się rzeczy praktycznych? I czemu stają się one coraz gorsze, wypuszczając coraz głupszych absolwentów? Przyczyn jest kilka.

Po pierwsze mentalność. Ponieważ ponad połowa polskich rodziców na pytanie „kim chciałbyś, żeby twoje dziecko zostało” odpowiada: „Inteligentem” to naturalną drogą dzieci napędzanych aspiracjami i gotówką swoich rodziców są uczelnie wyższe. Nie szkodzi, że rokrocznie niższy poziom matur (których i tak 25% maturzystów ich nie przechodzi!) i okrojona ilość lektur powoduje, że narybek, który na uczelnie trafia nigdy nie powinien przekroczyć tych murów. Uczelnie muszą utrzymać zatrudnienie, a więc przyjmować coraz gorszych kandydatów. Skoro nie udało się wykształcić kogoś w kilkanaście lat, szanse na to, że uda się w 5, są niewielkie.

Drugi powód to niedojrzałość. Staram się trzymać kontakt ze studentami wrocławskich uczelni, czasami zdarzy mi się wystąpić dla jakiejś organizacji studenckiej, za darmo poszkolić. Nawet w gronie kwiatu młodzieży uczelnianej zrzeszonej w organizacjach pobyt na uczelni wyższej to dla większości przedłużenie dzieciństwa, imprez, lenistwa, seriali. Rzadkością jest ktoś, kto ma power, chęć do pracy i komu można pomóc, polecić do pracy bez ryzyka wyrzutów sumienia. Nawet jeśli zdarzy się jakaś wartościowa jednostka, którą chcę polecić gdzieś do pracy słyszę często „Chcę jeszcze postudiować. Mam czas.”. Ręce opadają.

Trzeci powód to sprzężenie zwrotne między poziomem studentów i wykładowców. Ponieważ studenci są coraz głupsi, mniej obyci i oczytani na skutek degrengolady edukacji na niższych szczeblach to wykładowcy mniej się starają. Ponieważ wykładowcy mniej się starają to studenci nie stają się mądrzejsi. Oczywiście zdarzają się wyjątki. W skali kraju jest to jednak błąd statystyczny, bo mało kto lubi kopać się z koniem. Ponieważ w decyzjach grup studentów obowiązuje demokracja to równanie w dół, do najgłupszego i najbardziej leniwego studenta jest na porządku dziennym. Jeśli student zacząłby wymagać od wykładowcy to naraziłby się na ostracyzm całej grupy. Po co się narażać? Lepszy wykładowca to ten, który mniej wymaga, nie egzaminuje, a jeśli egzaminuje to daje proste pytania. To czy potrafi ciekawie przekazać wartościową wiedzę jest drugorzędne.

Czwarty powód to feudalna struktura polskich uczelni, która wymusza selekcję negatywną. To czy zostaniesz adiunktem lub dostaniesz grant bardziej zależy od tego pod kogo jesteś podwieszony niż od tego jak dobry w tym co robisz jesteś. Dlatego też młodzi pracownicy uczelni rzadko chcą wypowiadać się pod nazwiskiem ponieważ boją się dotknąć któregoś ze swoich mecenasów. Równocześnie w klimacie feudalnym źle czują się ludzie z osiągnięciami, więc współpraca z biznesem jest utrudniona – feudałowi trudno dogadać się z kapitalistą. Znajomy prezes opisywał mi swoje doświadczenia z robieniem doktoratu (pochodzi z rodziny o wieloletnich akademickich tradycjach) tymi słowami:

„Poszedłem tam kilka razy. Gdy za trzecim razem mój promotor nie przyszedł na spotkanie, zrezygnowałem. Spotykam się z kadrą zarządzającą największych polskich przedsiębiorstw. Nie zamierzam tracić czasu na Pana profesora, który i tak nie przychodzi na umówione ze mną spotkanie i nawet nie zadzwoni, żeby je odwołać.”

Tak właśnie jedna z wrocławskich uczelni straciła szansę na pozyskanie wykładowcy z kilkunastoletnim doświadczeniem w prawdziwym biznesie, który dawałby studentom pracę i opowiadał o praktycznych doświadczeniach zamiast suchej teorii. Nie wierzę w to, że była to jedyna tego typu strata.

Brak współpracy z biznesem to właśnie piąty powód. Istnieje mnóstwo korzyści dla studentów, pracodawców i wykładowców ze współpracy. Znowu wygrywa tutaj uczelnia Vistula ze swoim programem stażowym COOP, dzięki któremu najlepsi studenci znajdują płatne staże w bardzo prestiżowych firmach. Nie chce mi się pastwić nad programami stażowymi na polskich uczelniach. Są słabe, nie tylko z winy braku działania po strony uczelni i wykładowców, ale także z powodu niskiej jakości narybku.

Wszystkie te czynniki składają się na coraz głupszych absolwentów studiów i coraz gorszych wykładowców, którzy nie mają się dla kogo starać. Wszystko to przekłada się na pogorszenie stosunku pracodawców do absolwentów, co z kolei sprawia, że sens pójścia na studia jest jeszcze mniejszy.  Większość przedsiębiorców z branży technologicznej już teraz nie pyta się o papiery. Interesują ich konkretne umiejętności a nie ukończone studia. Nie wiem jak jest w innych branżach, ale zakładam ,że poza budżetówką zaczyna być podobnie.

Zjawiska, które opisałem spowodują konsolidację lub upadek dużej ilości polskich uczelni. W jaki sposób rynek może się zmienić na lepsze? Jakie procesy będą determinować w którą stronę pójdzie rynek szkół wyższych? O tym będzie w drugiej części tekstu.

Zapisz się na newsletter: https://www.getrevue.co/profile/bartosz-majewski

Advertisements