Świat nie potrzebuje kolejnego software house’u

by bmajewski

Przez ostatnie trzy lata rozmawiałem z wieloma zarządzającymi niewielkim software housem, którzy mają background technologiczny. Jakoś odnajdują mnie w internecie i pytają o konsultacje sprzedażowe. W siódmej minucie rozmowy okazuje się, że sprzedaż to najmniejszych problemów. Pewnie każdy z branży technologicznej zna przynajmniej jedną taką osobę. Między 25 a 35 rokiem życia. Na ogół bardzo dobrzy programiści. Mogą zarabiać 120 tysięcy złotych rocznie na etacie w większej firmie programistycznej. I wtedy podejmują decyzję o tym, żeby założyć software house. Na ogół z drugą osobą, czasem w trójkę – wszyscy programiści. Gdy opada inicjalny entuzjazm zaczyna się horror. Sprzedaż, marketing, finanse, cashflow, zarządzanie projektami. Tłumaczenie klientom dlaczego programista made in poland jest droższy niż ten made in india. Wszystko to co decyduje o tym, że firma się rozwija to dokładnie to o czym nie mają pojęcia.

Trochę to przypomina moment “Faktury? Podatki? Ja Dezajnować chciałem.”z mojej ulubionej grafiki o karierze designera.

Ani przez chwilę nie myślcie, że czuję się od nich lepszy. Nie znam się na wystawianiu faktur. Albo cashflow. Nie znam się. Ale nie muszę się znać bo gram tylko w niesprawiedliwe gry, które premiują umiejętności, których mam pod dostatkiem. I to jest dokładnie to czego nie robią bohaterowie mojego tekstu.

A realizująć taki scenariusz można się wkurzyć. Zarabiać 120 tysięcy rocznie oznacza móc odłożyć na mieszkanie w 3-5 lat. Albo wynajmować i rozbijać się świetnym samochodem w drodze na jeszcze bardziej fenomenalne wakacje. Albo po prostu odłożyć kilkaset tysięcy w wolnej gotówce. Albo pracować zdalnie z ciepłego kraju. To wszystko w kraju w którym 80% populacji zarabia mniej niż 3549 PLN Netto. A tu dupa. Nie dość, że z poczucia “jestem zajebistym programistą” zanotowaliśmy spadek do “jestem beznadziejnym CEO” to jeszcze wynagrodzenie spadło nam o ¾. I jak żyć?

Patrząc na facebook i instagram oczywiście. Gdzie nigdy dość zdjęć znajomych zarządzających software house’ami i senior developerów w ciepłych krajach. Nie widać zarządzających software house’ami, którym idzie gorzej – oni nie jeżdżą. Stąd właśnie powszechne wrażenie “wszystkim idzie, tylko nie mi”.

Gdy odszedłem od bieżącej pracy z klientami na rzecz zarządzania przez kilka miesięcy miałem wrażenie, że nic nie robię. Nadal pracowałem ciężko, nie leniłem się, ale sama świadomość tego, że nie mam bezpośredniego wpływu na to czy zamkniemy więcej transakcji była bardzo trudna. Na szczęście szybki wzrost wyników zespołu kompensował syndrom odstawienia sprzedaży bezpośredniej. Podejrzewam, że coś podobnego (tylko o wiele mocniej) czuje programista, który przestaje programować i zaczyna sprzedawać, wystawiać faktury i ślęczeć nad excelami. Przestawienie kalendarza z makers time na managers time też pewnie nie pomaga.

Każdy mały software house jest dwie niezapłacone faktury od bankructwa. Każdy średni – półtorej. Życie ze świadomością tego, że jest się odpowiedzialnym za tą sytuację do najłatwiejszych nie należy. Niby wszyscy wiedzą, że nie jest zdrowo gdy twój największy klient odpowiada za ⅓ twoich przychodów ale jeśli jest opcja przytulenia 700 czy 300 tysięcy PLN kosztem nieco większego ryzyka jakoś dziwnie się o tym zapomina. A nawet jak się nie zapomina – to potem trzeba się z tej pamięci narzeczonej wytłumaczyć – a niewielu jest bardziej zdeterminowanych negocjatorów od narzeczonej, która od roku toleruje to, że zarabiasz ¾ mniej niż możesz.

Dobry gracz w kręgle zwykle nie będzie dobrym zarządzającym kręgielnią. Dobry programista raczej nie będzie dobrym CEO software house’u. Bycie developerem z 10,15,20 latami doświadczenia to naprawdę świetna ścieżka pełna przeświadczenia o tym, że robicie świetną robotę i cieszycie się jej owocami. Świat nie potrzebuje kolejnego software house’u. Potrzebuje dobrych programistów. Nie zmarnujcie 5 lat życia.

PS. Jeśli podobał ci się ten blogpost zapisz się na mój nieregularny newsletter – dzięki temu nie przegapisz następnego odcinka.

Reklamy