Jak zmniejszyć sobie poziom stresu pracując w startupie?

by bmajewski

Ten tekst to garść lekcji, które chciałbym usłyszeć od kogoś kilka lat temu. Bolałoby mniej. Mi już to nie pomoże, bo nauczyłem się tego na własnych czterech literach – ale wam może.

Lekcja pierwsza: W zarządach się bywa. Specjalistą się jest.

Żeby pracować w startupach na stanowiskach zarządczych długo trzeba być kompetentnym (żeby pracować krótko nie trzeba, bo startup cię zwolni/zdegraduje albo pójdzie do piachu z tobą na stanowisku). Czytanie. Konferencje. Spotykanie się z mądrzejszymi ludźmi od nas. Podpatrywanie najlepszych praktyk u innych. Trzeba to robić codziennie, w kółko i latami. Jeśli jesteś wystarczająco kompetentną osobą do bycia na stanowisku w którym jesteś – jest łatwiej.

Lekcja druga: We are hired to be fired.

Przeciętny dyrektor sprzedaży w startupie w stanach jest na stanowisku 18 miesięcy. Dlaczego tak jest? To proste. Jest tylko kilka scenariuszy:

1. Pójdzie mu świetnie, i w związku z tym zatrudnią kogoś lepszego na następny etap (rzadko gość, który zarządza dziesięcioma salesami to ten sam, który poradzi sobie z zarządzaniem setką)
2. Pójdzie mu źle i go wywalą
3. Pójdzie mu świetnie ale startup padnie
4. Pójdzie mu świetnie a zarząd będzie wierzył w niego na tyle, że nie zastąpi go następnym dyrektorem sprzedaży po rozroście firmy a on poradzi sobie z zadaniem

Dyrektorowie sprzedaży są w tym sensie jak trenerzy piłkarscy. „We are hired to be fired. The only question is when”. Samo uświadomienie sobie tego i pogodzenie się z tym, że tak jest było dużą zmianą. Ktoś z was mógłby powiedzieć: „Bartek, przecież Mark Roberge był pierwszym zarządzającym sprzedażą hubspota i pozostał nim przez 9 lat”. Jasne, Alex Ferguson też był trenerem manchesteru przez 27 lat, ale nie myślisz realistycznie jeśli uważasz, że będziesz pracował tam gdzie pracujesz przez ćwierć wieku.

Lekcja trzecia: Zero długów i posiadanie oszczędności.

Marc Andressen powiedział kiedyś, że w startupach znasz tylko dwie emocje – przerażenie i ekscytację – a obie te rzeczy są o wiele mocniejsze gdy firmie kończy się gotówka. Jest w tym dużo racji – można jednak dodatkowo zwiększyć amplitudę przeżywanych emocji poprzez posiadanie kredytu hipotecznego i nie oszczędzanie. Derek Sivers zapytany przez swoją znajomą o tajemnicę jego spokoju w każdej sytuacji odpowiedział: „To bardzo proste. Zaczyna się od tego, że musisz pamiętać o tym, że wszystko będzie dobrze bo masz na koncie milion dolarów”. Kiedy masz gotówkę która wystarczy na 3 miesiące utrzymania i nie masz długów – będziesz znosić lepiej trudne momenty w firmie, bo to czy zapłacisz czynsz w przyszłym miesiącu nie będzie zależne od jej przetrwania.

Lekcja czwarta: Poświęć rzeczy nieważne na rzecz najważniejszych

Od wielu lat wybierałem kolejne przedsięwzięcia w które się angażowałem pod kątem możliwości rozwoju indywidualnego oraz możliwości pokrycia podstawowych wydatków (choć to drugie nie zawsze – o czym pewnie innym razem). Zakładałem, że większe pieniądze pójdą za powiększaniem kompetencji. W pracy, która mnie naprawdę rozwija mógłbym być kilkadziesiąt lub kilkaset procent lepszy w tym co robię co roku. Bezpieczeństwo zatrudnienia, umowa o pracę, zdolność kredytowa, multisport, luxmed – to są rzeczy z których na początku kariery można najłatwiej zrezygnować, żeby pójść do pracy za niewielkie pieniądze, która nauczy nas tyle, że będziemy mieli w przyszłości każdą z tych rzeczy – i mnóstwo innych. Jeśli podejmujemy świadomą decyzję o tym, że mamy gdzieś te rzeczy to nie stresujemy się ich brakiem.

Lekcja piąta: Myśl długoterminowo

Jeśli w 2017 zaczynasz pracę w wieku 25 lat będziesz na rynku pracy przez 50 lat. Pół wieku. Nie przejdziesz na emeryturę w wieku 60 ani 65 lat bo rosnąca długość życia, demografia, stan opieki zdrowotnej i finansów publicznych spowodują, że na emerytury (cieniutkie) będzie się przechodzić w 75 czy 80 roku życia. Zdecydowana większość z nas nie będzie miało też mega exitu, który spowoduje, że będziemy mogli nie pracować od 35 roku życia do końca życia. Z drugiej strony 100% kandydatów na rozmowach kwalifikacyjnych ma problem z konkretną odpowiedzią na pytanie „gdzie się widzisz za 5 lat?”. Jedną z najprostszych technik radzenia sobie ze stresem jest widzenie tzw. big picture i zadawanie pytań w stylu „czy to będzie miało znaczenie za 5 lat?”. Zwykle nie będzie miało. Więc po co się spinać? Ale do tego trzeba mieć jakiś big picture.

Lekcja szósta: Generaliści są szefami specjalistów

Im wcześniej zadasz sobie pytanie czy chcesz być najlepszym CTO czy najlepszym programistą tym lepiej dla ciebie. Ponieważ szybko odpowiedziałem sobie na to pytanie wiedziałem, że muszę zrozumieć marketing, nauczyć się dobrze pisać, nauczyć się wystąpień publicznych, zarządzania i konsultowania jeszcze zanim było mi to naprawdę niezbędne. Gdybym chciał być specjalistą tylko od sprzedaży nie potrzebowałbym tych umiejętności – skupiałbym się na dużo węższym fragmencie rzeczywistości, a to spowodowałoby dużo mniej stresów związanych np. z tym, że musiałem się przełamywać wychodząc na scenę w 2011.

Lekcja siódma: Posiadanie własnej siatki bezpieczeństwa

Gdybym publicznie poinformował o tym, że jestem do wzięcia miałbym pewnie kilkanaście bardzo dobrych ofert dołączenia do różnych projektów w mniej niż 24 godziny. Nie chwalę się. Po prostu chcę wam pokazać, że są lepsze sposoby na zapewnienie sobie bezpieczeństwa ekonomicznego niż umowa o pracę z długim okresem wypowiedzenia. Jeśli we are hired to be fired to musimy być gotowi na to, że ktoś nas kiedyś zwolni. Dzięki temu nawet gdy coś się stanie i firma zbankrutuje albo nas zwolnią, to wszystko będzie dobrze.

Lekcja ósma: Doceń to jak dobrze faktycznie jest

Poziom braku wdzięczności uprawiany przez ogromną część naszej branży jest niewiarygodny. Jęki o to, że startupy nie są wyceniane jak w dolinie krzemowej w kraju w którym branża VC 10 lat temu składała się z Tomasza Czechowicza. Narzekania na klientów, którzy są głupi albo roszczeniowi czy czegoś nie rozumieją. 30 lat temu najbardziej fartowni z nas byliby młodszym asystentem inżyniera w Elwro zatrudnionym po to, żeby było komu po flaszkę pójść. 20 lat temu, żeby pracować w agencji marketingowej trzeba było być w warszawie, a pracowało się tam po 3 stażach (bezpłatnych). 10 lat temu moja pierwsza praca po maturze płaciła 700 złotych netto na okresie próbnym i nieco ponad tysiąc po nim. To jest punkt odniesienia, który pozwala mi dostrzec jak dużo zmieniło się na plus w sytuacji młodych ludzi na rynku pracy w którym dwudziestotrzyletni programista może zarabiać 10.000 PLN netto. Nigdy nie było lepiej być w branży technologicznej. Stare dobre czasy są teraz.

PS. Jeśli podobał ci się ten blogpost zapisz się na mój nieregularny newsletter – dzięki temu nie przegapisz następnego odcinka.

Advertisements