Niszowy growth hack

by bmajewski

To nie jest blogpost o książkach ale nie da się od nich nie zacząć. Dużo mówię o czytaniu. Nie jest dla mnie jednak tajemnicą, że przekonuję już przekonanych. Czasami zdarzają się rzeczy magiczne jak wiadomości od Janka Zająca o tym, że jego zespół zintensyfikował konsumpcję książek. Albo Krystian z mojego zespołu, który na starcie współpracy przeczytał 8 zadanych książek w mniej niż 40 dni. Albo notyfikacje na goodreads gdy ktoś klika want-to-read pod czymś co właśnie oceniłem. Ale to są raczej wyjątki. W praktyce jest tak, że ilość książek, które mają w dom rodzice ucznia determinuje wynik na maturze z Polskiego bardziej niż to czy nauczyciel w liceum był dobry czy nie. I ludzie mają zacząć czytać bo ktoś coś powiedział na prezentacji? Może jeszcze ze zrozumieniem? I frytki do tego?

O czytaniu gadam dla rzadkich wyjątków. Dla nich jest też ten blogpost.

Jaki to growth hack? Próbować dowozić więcej wartości niż się bierze w zamian. A jeszcze lepiej dowozić wartość tam gdzie się jej nie bierze. W transakcjach klient-dostawca jest to trudniejsze – musimy dowieźć więcej wartości niż ktoś zapłacił ale takie są też oczekiwania. Jest wiele sytuacji, które nie mają wbudowanych takich oczekiwań. Wtedy łatwiej zabłysnąć.

Dawanie szans gdy jesteś czyimś szefem (ciągle rzadka postawa). Powiedzenie, że nic się nie stało jak współpracownik coś spieprzy. Zabranie na piwo kogoś kto wychodzi smutny z roboty. Kilkugodzinne szkolenie zrobione za referencję, gdy firma była w potrzebie. Robienie tak, żeby twój szef był z ciebie zadowolony po zakończeniu współpracy. Znalezienie pracy koledze zza biurka, którego zwolniono. Postawienie dobrej flaszki koledze, któremu padł startup. Pojechanie na występ za półdarmo do startupowego NGO w sobotę. Wysłanie książki z dedykacją komuś kogo lubię czytać na facebooku.

Banał, nie? Tak samo jak czytanie książek. A jednak większość ludzi tak nie robi. Bo focus. Bo nie ma czasu. Nie ma siły. Nie ma ochoty. Nie zauważyło. Trzeba zapierdzielać, czynsz się sam nie zapłaci. Wiadomo, że nie zrobi się tego w każdej sprawie bo nie mamy na to środków – ale próbować można. Szkopuł polega na tym, żeby próbować to robić bez krótkoterminowych oczekiwań – bo się zrazimy. Ale jeśli potraktujemy to jako generator karmy na daleką przyszłość – zrazić będzie się trudniej.

Że to niby nie growth hack? Bzdura. Tego typu rzeczy zwiększają dochody, nierzadko bardziej niż „normalne” growth hacki. Szczególnie jeśli nie prowadzicie VC backed biznesu, który ma rosnąć o 15% miesięcznie. Steli Efti napisał kiedyś blogpost o tym, że po tym jak zwolnił połowę swojego teamu w Elastic sales wszyscy zaczęli kupować jego software w nowych pracach. Bo znali soft a Steli znalazł im wszystkim pracę. Moje niedawne mentorowanie na startup weekend wygenerowało już przyjemny zwrot w zleceniach. Te zlecenia wygenerują więcej zleceń – ludzie tak mają, że jak coś zarobiło im trochę pieniędzy to chcą tego więcej.

1 rzecz tygodniowo x 52 tygodnie w roku x 10 lat to 520 tego typu gestów. Większość z nas będzie zasuwać do 75 roku życia. 50 lat. 2600 gestów. Duża różnica. Ale do tego trzeba umieć wybrać cukiernię za 10 lat zamiast cukierka dzisiaj. I wytłumaczyć to żonie. I wybrać taką żonę, która da sobie to wytłumaczyć.

Mówiłem, że nikt nie będzie chciał? 🙂

PS. Jeśli podobał ci się ten blogpost zapisz się na mój nieregularny newsletter – dzięki temu nie przegapisz następnego odcinka.

Advertisements