Bartosz Majewski

marketing | sprzedaż | e-commerce

70 biznesowych historii, które warto poznać

W trzecim odcinku cyklu bierzemy na warsztat książki biograficzne, autobiograficzne oraz zbiory wywiadów z ludźmi biznesu. Bardzo lubię tą kategorię, bo można dzięki nim dość głęboko poznać drogę po jakiej kroczyli przedsiębiorcy lub ich firmy. Dla porządku wprowadziłem podział na autorów Polskich i zagranicznych, wszystkiego wyszło 12 książek. Dzięki takim książkom można doskonale oduczyć się czytania pełnych efekciarstwa, przeinaczeń i skrótów myślowych artykułów w stylu “11 sposobów na zarządzanie zespołem wg. Elona Muska”. Wszystkie książki zamykają się do 70 historii. Myślę, że każdy czytelnik tego bloga znajdzie tu coś dla siebie.

Jeśli masz ochotę na dwie poprzednie części cyklu zapraszam tutaj:

8 książek dla młodych profesjonalistów

11 wartościowych książek o sprzedaży i marketingu

Polscy autorzy

1. Łowcy milionów. Dekalog przedsiębiorcy – Leszek Kostrzewski, Piotr Miączyński (2012)

To książka w przeważającej mierze o tradycyjnych biznesach. Szkoła wyższa. Producent butów. Producent soków. Producent okien. Siedząc w technologicznym bagienku często zapominamy, że świat nie wygląda jak hipsterska knajpa pełna startupowców w czwartkowy wieczór. Ta książka to dobra odtrutka na zaczadzenie startupami.

2. Zawód: zwycięzca – Vadim Makarenko (2013)

Opisu tego zbioru wywiadu z prezesami korporacji nie będzie. Po prostu przeczytajcie ten wywiad i kupcie tą książkę. Podziękujecie mi kiedy indziej.

3. E-wangeliści. Ucz się od najlepszych twórców polskiego internetu – Tomasz Cisek, Paweł Nowacki (2012)

Tomasz Cisek, którego miałem przyjemność przelotnie poznać przy okazji pracy w Divante popełnił wraz z Pawłem Nowackim książkę o pierwszych w Polsce firmach internetowych, które z perspektywy dzisiejszego rynku zostały w niemałej mierze zapomniane. To ciekawa wycieczka do początków, tym bardziej, że ludzie, którzy się przez tą książkę przewijają wcale z rynku nie wypadli, tylko nadal na nim funkcjonują. Warto przeczytać i zobaczyć jak dużą drogę przebył ten ekosystem od początków.

4. Pracuj na Tak – jak zbudowaliśmy firmę opartą na zaangażowaniu – Przemysław Gacek, Paweł Kubisiak (2015)

Książkę przesłuchałem audiobookiem w ciągu pół dnia, słuchając ciurkiem. Pracuj.pl to jeden z największych sukcesów w historii polskich startupów, firma pod wieloma względami podobna do Righthello. Ponieważ jeden z autorów jest LP w HedgeHogFund, który w nas zainwestował a sam fundusz przedstawił nas paru osobom, które przewijają się na kartach tej książki doświadczenie jej czytania było bardzo ciekawe. Chyba nigdy wcześniej bliżsi lub dalsi znajomi nie pojawiali się na kartach książek które czytałem. Jedyne zastrzeżenie jakie mam do tej książki to jej cena i uboga promocja. To pomyłka, że więcej startupowców przeczytało biografię Kulczyka zamiast historię Pracuj.pl. Zdecydowanie więcej ludzi powinno się o niej dowiedzieć.

5. Od nędzy do pieniędzy czyli znad bugu na wallstreet – Tad Witkowicz (2009)

Tad Witkowiczto jedyny Polak, który wprowadził dwie spółki na Nasdaq.  Oglądacie Halt and catch fire? Nie? To zacznijcie! Jego książka to takie halt and catch fire z Polski do USA z bardzo dobrymi lekcjami, które nie utraciły swojej wartości w czasie. Zdecydowanie polecam. Zbyt mało ludzi w Polsce wie o tym, że ktoś taki jak Tad w ogóle istnieje.

6. Go Global – Krzysztof Rybiński (2014)

Go Global to zbiór wywiadów z przedsiębiorcami, którzy dokonali udanej ekspansji zagranicznej z Polski. Od tej książki zaczynałem lektury uzupełniające, które pomogły mi pomóc kilku spółkom w zwiększeniu swojego zasięgu oddziaływania. Większość z omawianych spółek jest B2C jak i nie technologiczna, ale i tak bardzo warto przeczytać, żeby zrozumieć z jak dużym deficytem wiedzy nt. Robienia biznesu międzynarodowo mamy w Polsce do czynienia. Po przeczytaniu tej książki wiedziałem, że tym właśnie chcę się zająć na długi czas. A dodatkowo mam niewytłumaczalny sentyment do showmaństwa (szamaństwa?) ekonomicznego prof. Rybińskiego, co czyni tą książkę jeszcze lepszą w odbiorze.

Amerykańscy autorzy:

7. Screw it let’s do it – Richard Branson (2006)

Bardzo dobra książeczka (128 stron) o dość luźnym i idealistycznym podejściu do biznesu sir Richarda Bransona. Jeśli obawiacie się przed stawianiem pierwszych kroków i chcecie nauczyć się ograniczania ryzyka osobistego (fenomenalna historia założenia linii lotnicznych) przy startowaniu nowych przedsięwzięć to zdecydowanie warto przeczytać. Dodatkowym bonusem będzie to, że do waszego języka może przyczepić się przydatne w startupach powiedzenie (pardon my french) „Jebać, róbmy to.”.

8. Iacocca: An Autobiography – Lee Iacocca (1986)

To dość wiekowa już autobiografia marketingowca, który stał za komercyjnym sukcesem forda mustanga (kluczem była sprzedaż ratalna!), dorobił się stanowiska dyrektora generalnego w Fordzie a następnie przeszedł do podupadłego w tamtym czasie Chryslera. Bardzo interesująca historia o korporacyjnej ameryce drugiej połowy XX wieku, związkach biznesu samochodowego z polityką. Myślę, że za rzadko sięgamy do historii przedsiębiorców nieco bardziej odległych nam w latach a za bardzo inspirujemy się nowinkami. Ich historie są zwykle zweryfikowane próbą czasu i dużo łatwiej wydestylować z nich pewne ponadczasowe zasady.

9. Elon Musk: Tesla, SpaceX, and the Quest for a Fantastic Future – Ashlee Vance (2015)

Elon. Tak samo jak trzeba przeczytać biografię Jobsa, Bezosa czy Iacocci tak trzeba przeczytać biografię Muska. Moim zdaniem facet dostanie pokojową nagrodę nobla w ciągu najbliższych 20 lat, chyba, że bańka taniego pieniądza pęknie i zabraknie mu na to gotówki. Pytanie czy będzie to za spełnienie misji tesli (to accelerate the advent of sustainable transport) czy wynikające z tego spełnienia zbankrutowanie łamiących prawa człowieka państw żyjących z eksploatacji złóż (Rosja, Arabia Saudyjska).

10. One Click: Jeff Bezos and the Rise of Amazon.com – Richard L. Brandt (2011)

W czasach mojej pracy w e-commerce groźba wejścia amazona do Polski spędzała sen z powiek wielu ludziom w internetowej Polsce. Minęło kilka lat i nadal spędza, miło, że pewne rzeczy się nie zmieniają. Przeczytałem tą książkę, żeby zrozumieć o co w ogóle chodzi z tym amazonem. Okazało się, że model finansowania oraz zidentyfikowanie trwałych potrzeb klienta już w 1997 w połączeniu z żelazną konsekwencją

11. Steve Jobs – Walter Isaacson (2011)

Ah, Steve. Biografię Jobsa trzeba znać i kropka. Można nie lubić apple i postaci jego CEO ale nie można zignorować z powodu trzech słów: Największa. Firma. Świata. Autor napisał także innowatorów, książkę którą wiele osób mi polecało, ale której jeszcze nie przeczytałem.

12. Hatching Twitter: A True Story of Money, Power, Friendship, and Betrayal – Nick Bilton (2013)

To świetna książka reporterska. Czytając tą książkę miałem wrażenie, że ta historia jest bardzo szekspirowska.  Nie ma tu co prawda sztyletów ale jest zdrada, przyjaźń, miłość, ogromne pieniądze i wydarzenia ,które jerzą włosy na głowie. Odpukać, nigdy z Piotrem nie mieliśmy tego typu jazd i mam nadzieję, że nigdy nie będziemy mieli. Niemniej rzecz czyta się jak thriller i warto przeczytać jeśli ma się cukierkowe spojrzenie na startupy made in sillicon valley. Czytanie newsów o twitterze bez uprzedniej lektury tej książki jest bez sensu. Co ciekawe, wydarzenia opisane w książce mają swój ciąg dalszy w rzeczywistości bo Jack Dorsey dopiął swego i ostatecznie został CEO twittera, który ciągle próbuje znaleźć swoją drogę.

A co wy możecie polecić w tym gatunku?

PS. Jeśli podobał ci się ten blogpost zapisz się na mój nieregularny newsletter – dzięki temu nie przegapisz następnego odcinka: Chcę do nieregularnika!

 

13 wartościowych książek o sprzedaży i marketingu

W odróżnieniu od poprzedniej części cyklu dodaję daty premier książek. Książki nt. sprzedaży i marketingu mają zwykle swoją datę przydatności do spożycia. Do rzadkości należą te, które pozostają aktualne po więcej niż 10 latach, stąd ten blogpost w odróżnieniu od innych części tego cyklu nie będzie w pełni evergreen. Z drugiej strony na rynku publikacji dla marketerów i sprzedawców B2B panuje taka posucha, że nawet przeczytanie nieco przeterminowanego już predictable revenue da więcej niż lektura kolejnej książki z case’ami sprzedaży płatków w USA za pomocą ATLu w latach dziewięćdziesiątych. Tak jak poprzednio – wszystkie książki czytałem, każdą z nich osobiście dla ciebie rekomenduję.

Jeśli nie interesuje cię sprzedaż i marketing rzuć okiem na część cyklu dotyczącą efektywności osobistej: https://bmajewski.wordpress.com/2016/12/19/510/

1. Wywieranie wpływu na ludzi – Robert Cialdini (1984)

Zacznijmy od klasyki. Ostatnio w trakcie mojego spotkania z nowymi w zespole Righthello ktoś zapytał mnie “Czy sprzedawcy w RH używają tanich sztuczek?”. Bardzo spodobało mi się to pytanie, ale chciałem doprecyzować, żeby być pewnym że zrozumiałem. Usłyszałem odpowiedź: “Takich sztuczek jak np. z książki Cialdiniego”. Niedocenianie tego autora to kosztowny błąd. Nie popełniajcie go. Sprzedawcy i marketingowcy którzy nie czytali Cialdiniego to duże nieporozumienie, stąd pytanie o to stanowi niezły filtr na rozmowach kwalifikacyjnych.

2. Przeskoczyć przepaść – Geoffrey A. Moore (1989)

Klasyk dla ludzi, którzy wprowadzają nowe produkty na rynek (niekoniecznie technologiczne). Dowcip polega na tym, że książka powstała dwadzieścia kilka lat temu, ale nadal, w prawie niezmienionej formie stanowi świetny opis rzeczywistości rynkowej towarzyszącej wprowadzaniu nowych produktów na rynek. O przenikliwości autora niech świadczy, że od pierwszego wydania jedyne co zmienia się w kolejnych edycjach to przykłady. Nikt nie chce już uczyć sie marketingu na przykładzie tego jak wprowadzano na rynek kasety video.

3. Coś za Coś – Kevin Maney (2010)

Bardzo dobra książka, która pokazuje fundamentalny konflikt pomiędzy byciem drogim a dostępnym będący podstawą polityki cenowej. Książka koncentruje się dość mocno na rynkach B2C ale daje się z niej wyciągać sporo analogii do rynku B2B. Główna teza książki była podstawą do mapy rozwoju firm z branży usług profesjonalnych (albo budujesz dużą armię albo niewielkie służby specjalne). Tylko 216 stron, świetna forma a więc szybko się czyta, idealna książka na weekend.

4. Sprzedaż albo Śmierć: Antyporadnik – Marcin Przybyłek (2007)

Przeczytałem tą książkę kilka lat temu zupełnym przypadkiem. Okazała się być zabawną książką na temat pracy sprzedawcy w wersji klasycznej (autor był przedstawicielem farmaceutycznym). Pomogła mi spojrzeć z dystansu na swój zawód i nadal – w trudniejszych momentach pomaga. Sprawa nie ma więcej niż 200 stron i bardzo łatwo jest przy niej osiągnąć efekt “Coo? Już koniec?”. Gdy macie dość czytania pasjonującej lektury harvard business review polecam sięgnięcie po nieco mniej poważną odtrutkę.

5. Chciwość: Jak nas oszukują wielkie firmy – Paweł Reszka (2016)

Reszka napisał książkę trochę w stylu Michaela Lewisa (w wersji polskiej a więc nieco bardziej przaśnej). Jest ona przede wszystkim o branży finansowej a więc pośrednikach finansowych, kredytach hipotecznych, programach regularnego oszczędzania, spreadach walutowych czy polisolokatach. Trudno, żebym nie polecał jako człowiek, który z branżą finansową miał swoją styczność. Nie dajcie się jednak zniechęcić. Książka moim zdaniem mimochodem opisuje drugi* najważniejszy czynnik, który kazał znienawidzić polakom sprzedawców. Mam tu na myśli czasami zwyczajnych oszustów, którzy na polecenie zarządów banków skutecznie ogolili setki tysięcy rodzin z kapitału. Zamykanie oczu nie powoduje, że zło znika. To, że klienci mają wdrukowane skojarzenia negatywne nie zniknie, jeśli spróbujemy o tym zapomnieć. Ważna książka, która powoduje, że rozumiemy dlaczego klienci czasami postrzegają nas tak jak nas postrzegają.

* Pierwszym jest combo wynikające z historii Polski XX wieku: brak tradycji handlowych innych niż cinkciarstwo + wzmacniające ten brak represje ludności żydowskiej w trakcie wojny oraz PRL + Wynikający z eksterminacji elit oraz 50 lat socjalizmu niski poziom kapitału społecznego i ogólnie zaufania w społeczeństwie.

6. To sell is human – Daniel Pink (2012)

To książka o sprzedaży dla nie-sprzedawców. Jeśli znalazłeś się jak wielu moich klientów w sytuacji w której o sprzedaży wiesz nic i nawet się przed nią wzbraniasz ale jesteś CEO i sprzedawać musisz to tutaj warto zacząć leczenie się z przekonań, które nie pozwalają ci sprzedawać. I to szybko.

7. Predictable Revenue – Aaron Ross (2011)

To książka o wartości przede wszystkim historycznej, niemniej warto wiedzieć od czego zaczął się outbound marketing w nowoczesnym tego słowa znaczeniu. Dosłowne korzystanie z taktyk zawartych w tej książce na dzisiejszym rynku skutkuje opiniami w stylu “outbound nie działa”. Dzieje się tak z tych samych powodów dla których ludzi używający podrywu zaczynającego się od “A mocno się potłukłaś…” uważają, że poznawanie kobiet w barach nie działa (choć pewnie ten tekst kiedyś konwertował).

8. From Impossible to ineviteable – Aaron Ross & Jason Lemkin (2016)

Autor predictable revenue wszedł we współpracę z jednym z najbardziej głośnych inwestorów w SaaSach. I to był bardzo dobry ruch, ponieważ powstała książka tak samo dobra jak predictable revenue, która traktuje zagadnienie sprzedaży i marketingu dużo bardziej kompleksowo i z większej ilości punktów widzenia. Książka za 5 lat będzie tak samo nieaktualna jak predictable revenue, stąd też warto zacząć ją czytać teraz – póki jeszcze taktyki, które tam znajdziecie nie są zgrane.

9. Product Demos That Sell – Steli Efti (2016)

Bardzo dobra książka, która bazuje na coraz większej ilości tzw. Inside sales reps a więc sprzedawców, którzy większość czasu spędzają w biurze zamiast w drodze, korzystając głównie z e-maila, telefonu oraz narzędzi do wideokonferencji. Całość traktuje o tym w jaki sposób prowadzić demonstracje produktowe w ramach funkcjonowania w takim właśnie zespole. Bardzo dobra lektura dla ludzi, którzy tak jak ja ostatnimi czasy większość klientów widuje głównie via skype.

10. Trakcja – Gabriel Weinberg (2015)

Weinberg napisał bardzo dobrą książkę podsumowującą repertuar technik marketingowo-sprzedażowych dostępny startupom. To bardzo dobry punkt wyjścia do rozmowy na temat tego w jaki sposób chcecie skalować marketing i sprzedaż, gdy dojdziecie do tego dylematu. W momencie gdy kluczowe osoby w firmie będą po lekturze tej książki łatwiej będzie osiągnąć porozumienie co do kanałów dystrybucji z jakich chcecie korzystać.

11. Little Gold Book of Yes! Attitude – Jeffrey Gitomer (2006)

Last but not least, książka dotycząca pozytywnego nastawienia do świata. Smutny sprzedawca ma tylko dwa wyjścia – albo przestanie być smutny, albo przestanie być sprzedawcą. Czasami wszyscy mają gorsze dni, ale w tym zawodzie trzeba nauczyć się dawać radę pomimo tego. Ta książka (i kilka innych) istotnie mi w tym pomogły. Tak naprawdę wcale nie musicie czytać tej konkretnej – ale zadbajcie o swoje pozytywne nastawienie, bo bez tego będzie wam bardzo trudno.

Czy te książki wyczerpują temat? Oczywiście, że nie. Wiem o przynajmniej kilku książkach, które powinny się tu znaleźć, ale ponieważ podjąłem zasadę, że nie polecam książek których sam nie przeczytałem nie przytaczam ich tutaj. Może właśnie z tego powodu za 2 lata zrobię drugą edycję tego konkretnego blogpostu. Z mojego doświadczenia z książkami z naszej bezpośredniej specjalizacji (u mnie to właśnie dystrybucja) jest jak z walką herkulesa z hydrą – przeczytasz jedną książkę i od razu na jej miejsce musisz przeczytać dwie kolejne.

12. Seth Godin – Plemiona 2.0

Godin w swojej bardzo krótkiej książce zawarł sporo ciekawych spostrzeżeń nt. swojej koncepcji plemion. Jego zdaniem w dobie internetu ludzie zaczęli gromadzić się wokół spraw, wartości i zainteresowań, które ich zajmują co stworzyło znakomity grunt pod obejmowanie przywództwa nad tymi grupami zainteresowań. Godin stawia tezę, że ludzie tego chcą i potrzebują. A ja się z nim zgadzam, bo widzę sporo przykładów na potwierdzenie tej tezy. W połączeniu z 100$ startup ta książka może dać bardzo wartościowe pomysły na wystartowanie małego biznesu dla startujących, tym bardziej, że tego typu biznesy zaczynają się od niewielkich barier wejścia również czasowo, nierzadko wystarcza 10-20 godzin tygodniowo.

13. Sztuka rynkologii – Jacek Kotarbiński

Kotarbiński napisał bardzo dobrą książkę, pisaną z perspektywy praktyka, który widział na rynku wiele i z tych doświadczeń destyluje wartościowe obserwacje, nie zamykając oczu na patologie. Ponieważ autor słowem rynkologia próbuje zastąpić cisnący się na usta marketing książka nie może mieć podtytułu „czyli marketing po polsku w XXI wieku” choć mi wybitnie by on tam pasował. Autor to konsultant i jeden z najbardziej znanych Polskich marketingowców a także autor licznych publikacji w prasie branżowej i pomysłodawca bardzo lubianego przeze mnie fanpage’a „bareizmy wiecznie żywe”. Bardzo podobało mi się to, że książka porusza temat marketingu w polskich firmach w kontekście relacji ze sprzedażą, osobą zarządzającego czy obsługą klienta – marketing w tej książce jest częścią większej całości a nie silosem. Szczególnie polecam tą książkę ludziom, którzy pracują w marketingu B2C i nie są w 100% zachwyceni tym jak wygląda marketing w ich wykonaniu. Być może ta książka będzie dla was amunicją, która posłuży do zmiany na lepsze.

A wy co ostatniociekawego czytaliście?

PS. Jeśli podobał ci się ten blogpost zapisz się na mój nieregularny newsletter – dzięki temu nie przegapisz następnego odcinka: Chcę do nieregularnika!

8 książek dla młodych profesjonalistów

Jeśli czytasz mnie już jakiś czas to wiesz, że czytanie jest dla mnie bardzo ważne. Przez ostatnie 3 lata przeczytałem ponad 100 książek. W efekcie coraz więcej osób zaczęło zwracać się do mnie z prośbą o rekomendacje. Zacząłem mierzyć swoje czytanie za pomocą goodreads. Umieszczać książki na prezentacjach. Sprawa jest rozwojowa bo wpadłem więc na napisanie cyklu blogpostów w których rekomenduję książki które przeczytałem w określonych obszarach wraz z krótkim opisem. Wszystkie książki, które polecam poniżej osobiście przeczytałem i ręczę za jakość, którą sobą stanowią. To moja osobista rekomendacja dla ciebie.

Oto część pierwsza, będzie ona dotyczyć najbardziej podstawowych kwestii a więc efektywności osobistej. To moim zdaniem jazda obowiązkowa dla każdego poważnie myślącego o swojej przyszłości specjalisty czy początkującego menedżera. Ten cykl blogpostów wynika z dwóch fundamentalnie dla mnie istotnych tez:

  1. Wierzę, że żeby być sprawnym specjalistą czy menedżerem najpierw warto zadbać o kwestie podstawowe: finanse osobiste, produktywność, przekonania i wartości. Książki były dla mnie świetnym wehikułem polepszania swojej sytuacji w tych obszarach.
  2. 100% ludzi którzy byli tam gdzie ja chcę być a których spotkałem na swojej drodze miało zwyczaj czytania kilkudziesięciu książek rocznie. Nie większość. 100%.

Wcale nie musisz być w spółce technologicznej czy startupie, żeby skorzystać z wiedzy, technik i taktyk, które znajdziesz w poniższych książkach. Poniższe książki nie dotyczą spraw wyłącznie służbowych.

  1. Siła Nawyku – Charles Duhigg

Na ile mamy wolną wolę? Na ile jesteśmy panami swojego losu? Dla mnie ta książka (a zabierałem się do przeczytania ponad 2 lata) była bardzo pomocna i akcjonalna. Udało mi się zmienić kilka negatywnych nawyków dzięki prawidłowościom, które poznałem dzięki tej książce.

  1. 7 nawyków skutecznego działania – Stephen Covey

Niebezpodstawnie zaczynam ten post od dwóch książek o nawykach. Zasłyszane powiedzenie – “It’s not what you know. It’s what you do consistently” sprawdza się bardzo mocno. Covey to absolutny klasyk książek self-help. Wśród ludzi, którzy mają 30 i więcej lat zwykle przynajmniej słyszało o tej książce. Widzę jednak, że dwudziestolatkowie już nie załapali się na wartość, która z niej płynie – warto to nadrobić.

  1. Getting Things Done – David Allen

David Allen to twórca jednego z najlepszych systemów efektywności osobistej na świecie. Jeśli chcesz zwiększyć swoją produktywność (chcesz!) sięgnij po tą książkę. Dodatkowo gdy byłem na tegorocznym infoshare przekonałem się na własne oczy, że potrafi występować publicznie i dzielić się z publicznością swoimi ideami. Myślę, że najlepszą rekomendację będzie to, że w Righthello wszyscy pracownicy muszą przeczytać tą książkę. Osobiście nie wyobrażam sobie bez niej pracy.

  1. Choose Yourself – James Altucher

James Altucher to jedyny przedstawiciel nurtu failure porn, którego toleruję. Poza znakomitym podcastem (nazywa się zaskakująco: The James Altucher Show) napisał czas jakiś temu bardzo dobrą książkę o stawianiu na samego siebie i swoją jakość życia. Zmagam się z tym tematem od kilku lat bo odpowiedzialność oraz pracoholizm bardzo utrudniają tego typu decyzje, ale bez tej książki nie udałoby się na pewno. W 2017 zamierzam dość istotnie postawić na jakość życia (Wygląda na to, że silny team, który budujemy w RH po raz pierwszy umożliwi mi posiadanie nieco więcej czasu wolnego)

  1. Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi – Dale Carnegie

Carnegie to klasyk. Nie mam pojęcia ile przypadków rozwodów lub konfliktów służbowych wygasiła ta książka, strzelam, że liczby mogą iść w dziesiątki milionów, tym bardziej, że od premiery w 1936 sprzedało się jej już 30 milionów egzemplarzy. To jest ponadczasowa książka o tym jak dobrze komunikować się z innymi ludźmi. Tylko tyle. Ale jednak zdecydowanie bardziej AŻ tyle. Zrób sobie i otoczeniu przysługę i przeczytaj.

  1. Jak przestać się martwić i zacząć żyć – Dale Carnegie

Druga książka Carnegiego powstała w 1948. Autor koncentruje się na kwestiach, które trapią nas najbardziej a więc śmierci, rozwodach, biedzie, chorobach, cierpieniu, problemach zdrowotnych i innych tego typu sympatycznych aspektach. Pomimo tego książka jest bardzo dobra, optymistyczna i niesie ważne, użyteczne i akcjonalne przesłanie. Jeśli coś cię trapi – warto zacząć lekturę od tej pozycji.

  1. Milioner z sąsiedztwa  – Thomas J. Stanley

To absolutna perełka. Stanley to badacz, który skoncentrował się na badaniach socjologicznych amerykańskich milionerów. Obraz, który wyłania się z jego badań jest delikatnie mówiąc nie taki jak może się wydawać. Autor tej pełnej danych książki rozprawia się z mitami nt. Bogactwa, które powstrzymują bardzo wielu z nas przed dotarciem do zamożności. Mówiąc delikatnie – przeciętny amerykański milioner wcale nie przypomina 50 centa.

  1. Przestań zgrywać milionera, lepiej nim zostań- Thomas J. Stanley

Druga książka Stanleya stanowi pogłębienie pierwszej (i ma ewidentnie gorszy tytuł). Autor koncentruje się tu na zwyczajach związanych z wydawaniem pieniędzy oraz preferowanych marek dóbr kupowanych przez milionerów. Każdy rozdział odpowiada za kolejną grupę wydatków a więc nieruchomości, samochody, ubrania, alkohol i tym podobne. Jako zdeklarowany przeciwnik konsumpcyjnego stylu życia i postawy “zastaw się a postaw się” wielokrotnie mogłem użyć tej książki jako obrony przed bezsensownym wydawaniem pieniędzy.

A co Ty ostatnio ciekawego czytasz?

PS. Jeśli podobał ci się ten blogpost zapisz się na mój nieregularny newsletter:
https://www.getrevue.co/profile/bartosz-majewski

Jak przeczytać 45 książek w 2017

Zrobiłem swoje postanowienie noworoczne przeczytania 40 książek w 2016. 63 dni przed czasem. W tym roku przeczytanych książek będzie niewiele poniżej 50 (zostało 27 dni). Z tej okazji podzielę się wnioskami ws. tego co pomogło mi do tego dojechać, bo wydawało mi się to dość ambitnym postanowieniem (w 2015 przeczytałem 34)

1. Co druga książka dla zabawy. Nie wiem jak wy ale czasami pracując 50 godzin w tygodniu + spotykając się z biznesowymi znajomymi + czytając o biznesie czuję przesyt. Pracować ani się spotykać raczej nie przestanę, ale przestawić lekturę mogę. I dlatego 18/40 nie było związanych z pracą. Na 100% nie chciałoby mi się przeczytać 40 książek o biznesie w 2016. Nie jestem pewien czy przeczytałbym nawet te 22 gdybym nie robił przerw na inne tematy.

2. Czytanie po Polsku. 26/40 książek było po Polsku. Nie ważne jak dobrze znacie angielski jesteście w stanie przyswajać książki szybciej gdy czytacie po Polsku. To nie oznacza, że powinniście czekać aż Polskie wydawnictwa łaskawie przetłumaczą książki biznesowe (bo wtedy będą posiadały tylko wartość historyczną). Jeśli jest wersja po Polsku – kupujcie ją. To tyczy się w szczególności pozycji niebiznesowych oraz takich, które nie są świeżynkami.

3. Selekcja i odkładanie lektur. Na szczęście przeczytałem w tym roku tylko 2 słabe książki. Wynikało to z ostrej selekcji. Nie warto palić czasu i energii na słabe książki. Goodreads twierdzi, że w tej chwili czytam 6 książek. W niektórych momentach 2016 czytałem jednocześnie 10. Niektóre z nich zacząłem jeszcze w 2015. Czasami do nich wracam i czytam kilkadziesiąt stron. Potem pauzuję. Kiedyś je skończę – ale nie zmuszam się do tego. Dzięki temu bywam zmęczony konkretną książką – ale nie czytaniem.

4. Unikanie kobył na początku. Najdłuższa książka jaką przeczytałem w tym roku miała 587 stron. W 2014 przeczytałem 34 książki które liczyły 10765 stron (średnio 314 stron na książkę i 29.49 na dzień). W tym jak dotąd 10914 (średnia 272.85 na książkę i 36 stron dziennie). Gdybym chciał zachować średnią wielkość książki z poprzedniego roku i przeczytać 40 książek potrzebowałbym przeczytać jeszcze 1726 stron a więc prawie sześć 300 stronnicowych książek. Gdybym chciał przeczytać 40 książek przy średniej objętości 400 stron potrzebowałbym 16.000 stron a więc 43 strony dziennie – dość nierealistyczny jak na mnie cel. To nie znaczy, że nigdy nie przeczytam Lodu Dukaja czy Złego Tyrmanda (właśnie do tego drugiego wracam) ale jeśli ustawiamy sobie cele ilościowe to nie ma zmiłuj 🙂 W przyszłym roku przyjmę po prostu cel ilości przeczytanych stron na poziomie 12.000 – 14.000, żeby nie przejmować się kobyłami 🙂

Więcej o tym co czytam na moim profilu na goodreads

Zapisz się na newsletter: https://www.getrevue.co/profile/bartosz-majewski

Postanowienia noworoczne – jak je dowieźć?

Zacząłem robić postanowienia noworoczne w 2014. To była katastrofa. Moje cele były źle zaplanowane, było ich zbyt wiele i co gorsza niewystarczająco je przemyślałem. W 2015 trzymałem się tego zwyczaju i po raz drugi spisałem postanowienia noworoczne. Zrobiłem 4/6 na powyżej 100%. Jedno na 95%. Jedno powyżej 50%. W 2016 zrealizowałem 4/6 na 100% lub więcej. Jedno na 60%. Jedno na 70% (w momencie gdy to piszę prawie cały grudzień jeszcze przede mną). Istnieje więc ryzyko, że mam coś do przekazania. Przez te 3 lata postanawiania wypracowałem zestaw narzędzi i dobrych praktyk związany z postanowieniami noworocznymi i planowaniem celów. Teraz przyszedł czas podzielenia się tym z szerszym gronem niż tÓylko niektórzy ze współpracowników i przyjaciół.

Gdzie się Pan widzi za 5 lat?

Z porażki w 2014 nauczyłem się tego, że krytycznym elementem planowania najbliższego roku jest planowanie pięć lat wprzód. Kto czytał thinking fast and slow wie, że zawsze przeceniamy to co możemy osiągnąć w tydzień, nie doceniamy tego co jesteśmy w stanie zrobić w rok i kompletnie nie doceniamy tego co potrafimy zrobić w 5 lat. Kto pracował w szybko rosnącym startupie kilka lat ten wie o czym mówię.

Zacznijcie więc od spisania trzech BARDZO konkretnych scenariuszy na siebie za pięć lat od teraz. Scenariusz ma być odpowiedzią na pytanie kim konkretnie będę za 5 lat. Scenariusz jest w trzech wersjach: Pozytywnej, neutralnej i pesymistycznej. Celem jest zdefiniowanie tego co nas kręci (pozytywny), tego co nas rozczaruje lub znudzi (neutralny) oraz tego czego się boimy.

Pomocne pytania:

Z czego jestem dumny?
Czym się zajmuję zawodowo?
Ile zarabiam?
Ile znam języków obcych i jakich?
Czy a jeśli tak to ile mam oszczędności?
Gdzie / w czym mieszkam?
Kto mnie otacza?
Co potrafię czego w 2016 nie umiem?
Co mnie cieszy?
Na co poświęcam czas?
Co robię wtedy czego nie robię teraz?

Warto poświęcić kilka godzin na tego typu refleksję. Kluczowa tutaj jest szczerość w stosunku do samego siebie, swoich obaw i aspiracji. Każdy z kim przechodziłem przez ten proces miał po tym etapie 5 konkluzje:

  • 5 lat to bardzo krótki okres. Jeśli scenariusz pozytywny ma się zrealizować to w większości przypadków muszę zacząć pracować nad nim już teraz.
  • Boję się negatywnego scenariusza i bardzo kręci mnie pozytywny
  • Żeby zrealizować wszystko co napisałem w pozytywnym scenariuszu potrzebuję więcej pieniędzy niż myślałem – ale są to kwoty które są w zasięgu
  • Są bardzo konkretne rzeczy które mogę zrobić żeby zrealizować pozytywny scenariusz i bardzo konkretne rzeczy, które mogę przestać robić żeby uniknąć negatywnego
  • Jak się zepnę to większość z tych rzeczy mogę zrobić w 3 lata

Dopiero wyposażeni w trzy scenariusze mamy właściwy kontekst do planowania najbliższego roku.

Jak planować?

1. Miej mniej niż 6 posanowień. Im mniej rzeczy musisz robić tym większe prawdopodobieństwo, że je zrobisz.

3. Stawiaj sobie ambitne cele. Jeśli coś nie jest inspirujące (ale byłoby zajebiście gdybym to osiągnął) nie wchodzi do excela. Nie powinniście mieć zbyt wielu takich ciągot po zrobieniu ćwiczenia ze scenariuszami ale z ostrożności procesowej zaznaczam.

4. Stawiaj sobie realne cele. Wzrost wynagrodzenia o 400% w rok to dla większości ludzi na etacie nie jest realny cel. Przyjmij wzrost o 30% (no chyba, że są jakieś szczególne okoliczności). Cele na poziomie 400% więcej czegokolwiek są paraliżujące bo wydają się zbyt odległe. (choć zdarzyło mi się już zrobić 330% założonego celu, ale to rzadkość)

5. Cele muszą być zgodne z metodologią SMART. Szczegóły tutaj: https://pl.wikipedia.org/wiki/S.M.A.R.T._(zarządzanie)

6. Miej minimum 2 cele niezwiązane z pracą, kasą i innymi poważnymi sprawami. Jeśli twoje cele będą pasjonujące jak performance review z przełożonym nie będzie ci się chciało zaglądać do excela.

7. Uwaga na cele binarne. Cele binarne to takie, które da się zrobić lub nie, ale nie da się ich zrobic trochę. Na przykład “wezmę ślub, zrobię prawo jazdy, przebiegnę maraton,”. Tego typu cele bywają konieczne ale nie należy przesadzać z ich ilością, bo w przypadku niezrobienia ich może nie udać nam się np. 4/5 z naszych celów choć bardzo ciężko nad nimi pracowaliśmy.

8. Uwaga na konfliktujące się ze sobą postanowienia. Spróbuję 100 gatunków piwa, którego wcześniej nie próbowałem oraz schudnę 15 kg to świetny przykład sytuacji w której realizacja jednego celu oddala nas od realizacji innego.

9. Mapujcie przeszkody. Gdybyście musieli zrobić post mortem na koniec roku który planujecie i odpowiedzieć na pytanie “dlaczego się nie udało?” to co by to było? Zawaliłem cel w sportowy w 2014 bo miałem kontuzję, która wyłączyła mnie z biegania na dwa miesiące i nie wziąłem pod uwagę tego, że alergia uniemożliwi mi bieganie przez kolejne dwa. W efekcie zostało mi 8 miesięcy na zrobienie ambitnego celu, który planowany był na 12 miesięcy.

10. Pamiętaj o kiju i marchewce. Miej nagrody oraz kary za postanowienia. Do każdego postanowienia dopisz nagrodę, która się z tym wiąże. Np. ja za 40 przeczytanych w 2016 książek kupiłem sobie pióro. Nie kosztowało majątku więc nie kolidowało z celem oszczędnościowym, a teraz pisząc nim przypomina mi się, że jak sobie coś postanowię to to dowiozę. Ciekawym rozwiązaniem marchewkowym są też betting pools. Tzn. umawiamy się z kilkoma osobami, że wpłacamy do koszyka X złotych a potem osoby, które zrealizują cel dzielą się zawartością między sobą.

Do każdego postanowienia dopisz też karę, którą zautomatyzujesz poprzez oddanie jej wykonania komuś bliskiemu, kto jest na tyle bezwzględny, że nie będzie litości. Kary mogą być różne. Np. wpłacenie 500 złotych na partię polityczną lub organizację pozarządową, której nie cierpisz.

Dwa pytania, które są pomocne w planowaniu realizacji naprawdę ambitnych celów:

Jak by to wyglądało gdyby to było łatwe?
Jak by to wyglądało gdybym mógł to zrobić w 6 miesięcy?

Egzekucja

1. 30 minutowe spotkanie ze sobą na koniec miesiąca Wrzućcie je do kalendarza. Na tym spotkaniu jedynie uzupełniacie excel Taki excel wygląda bardzo prosto (jak widać poniżej). Tam gdzie kolor zielony uzupełniamy konkretne cele. Następnie pod każdym celem ostatniego dnia miesiąca uzupełniamy progres. Dzieki temu wiemy, że w danym miesiącu posunęliśmy się do przodu zgodnie z założeniami lub nie.

xxxxxx

2. Przepisujcie codziennie postanowienia. Serio. To wbrew pozorom nie jest tyle roboty, a pomaga skoncentrować się na tym co sobie zaplanowaliśmy w gąszczu codziennych zdarzeń. Poza tym jeśli nie jesteście w stanie się zmusić do tego, żeby napisać 10.000 słów w ciągu roku, żeby pomóc sobie w zbudowaniu nawyku to nie mam dla was dobrych wieści, raczej nie zrealizujecie swoich postanowień. W 2015 wytrwać w tym dość uciążliwym zwyczaju pomogło kupienie pióra którym lubiłem pisać oraz kalendarza z którego lubiłem korzystać.

3. Budujcie przewagę. Spróbujcie wymyślić sposób na zrobienie przynajmniej niektórych celów dużo przed czasem. W ten sposób np. Ostatni kwartał roku będziecie mogli poświęcić na dociśnięcie tylko 2 lub 4 celów zamiast 6. Albo będziecie mogli skupić się w drugim kwartale na mniejszej części postanowień, bo z innymi jesteście już do przodu.

4. Zróbcie ewaluację na koniec 2017 i powtórzcie proces. Teraz, robiąc to czwarty raz widzę wyraźnie jak bardzo wszystko pozmieniało się na lepsze. Jeśli przyjmiecie, że przez 3 lata zrobicie 12 zaplanowanych rzeczy na 100% i 6 na przynajmniej 50% zakładanego planu życie zmieni się diametralnie w kierunku wymarzonego scenariusza pozytywnego. Następny rok zapowiada się niesamowicie. Znowu.

Powodzenia!

Zapisz się na newsletter: https://www.getrevue.co/profile/bartosz-majewski

Dlaczego nikt nie chce pomóc ci ratować świata?

Mamy w Polsce ogrom ludzi, którzy pomagają innym i działają na rzecz dobra wspólnego. Ucząc, pomagając, przelewając kasę na szczytne cele. Działających systemowo zamiast doraźnie. Mówię o prawnikach, którzy pół piątku doradzają za darmo dla ludzi, których nie stać na poradę prawną. O ludziach pracujących w NGO za darmo albo agencjach robiących akcje dla NGO za darmo. O akcji szlachetna paczka albo makretingowcach wydających kalendarz branżowy z którego dochód idzie na szczytne cele. Nie, 5 złotych na WOŚP, które wszyscy wrzucamy się nie liczy.

Bardzo często ci dobrzy ludzie mają jednak problem. Gdy tylko wejdą w charytatywne buty przestają ich cudownie obowiązywać marketingowe, biznesowe i sprzedażowe patenty działające w biznesie. A nie powinny – bo działają też poza biznesem. Niestety, nikt tym dobrym ludziom tego nie mówi – ponieważ wszyscy wiedzą, że nawet jeśli robią to źle to mają serce po właściwej stronie i starają się zmienić fragment świata na lepsze. Ponieważ wszyscy chcemy być mili – nie dostają informacji zwrotnej i nie poprawiają swoich działań popełniając te same błędy.

Pierwszym krokiem do rozwiązania problemu jest zauważenie go. Oto on: ci, którym staracie się pomóc dostają mniej pomocy, pieniędzy i wsparcia ponieważ pomagający nie są dość dobrzy w marketingu, sprzedaży czy perswazji.

Konkurujesz o uwagę klientów (potencjalnych wolontariuszy, sponsorów, patronów) z bankami, politykami, modelkami i telekomami w tych samych kanałach komunikacji w których one są obecne ze swoimi budżetami. Jeśli myślisz, że pozyskasz moją uwagę wiadomością na facebooku na ponad 200 słów – czas pomyśleć po raz drugi. Wybacz, TLDR. Napisz w komentarzu jakie to uczucie przegrać ze śmiesznym kotem. Dobre intencje czy walka o słuszną sprawę nie uzasadniają braku skuteczności czy marnowania zasobów takich jak twój czas albo uwaga twoich odbiorców. Wysyłanie wiadomości, które nie mają szans zadziałać bo brakuje im call to action sprawia, że nie dostajesz wsparcia, którego szukasz. Przez tego typu błąd jakieś dziecko nie dostaje pomocy, którego potrzebuje.

Nie zrozum mnie źle – wiem dlaczego tak jest. Każda złotówka wydana na marketera, sprzedawcę, konsultanta albo UX desingera to złotówka, która nie zostanie wydana na wsparcie słusznej sprawy. Czasami jednak, żeby zarobić stówę trzeba wydać piątaka. A nawet jeśli nie – na każdej konferencji marketingowej znajdziesz minimum kilku ludzi, którzy przepracują dla twojej słusznej sprawy parę godzin w tygodniu za darmo. Na pewno lepiej byłoby gdybyś spytał ich o pomoc zamiast o pieniądze (Większość marketerów nie zarabia kokosów – szczególnie za młodu). Jeśli nie wierzysz, że tak byłoby lepiej: zobacz tą, dwuminutową reklamę:

*https://www.youtube.com/watch?v=Hzgzim5m7oU

Znam wielu dobrych ludzi wśród marketerów i sprzedawców, którzy cały czas są proszeni o przelanie gotówki, której im non stop brakuje. Nie znam zbyt wielu, którzy są proszeni o poświęcenie kilku godzin. Widziałem sklepy internetowe, które podwajają sprzedaż po współpracy z dobrymi specjalistami. Bardzo chciałbym zobaczyć organizację charytatywną, która podwaja wyniki finansowe, z tym samym teamem, który poświęca czas pro bono.

Ps. Proszę, jeśli otrzymacie kiedyś zapytanie o przelew napisane na kolanie – wyślijcie ten artykuł w odpowiedzi i zaproponujcie cegiełkę w postaci 5 godzin pracy za darmo dla tej organizacji charytatywnej. Zapewniam, pomożecie im bardziej niż przelewając stówkę. A jeśli przez przypadek ktoś z organizacji charytatywnej przeczyta ten tekst – niech podeśle e-mail na bartosz@righthello.com zobaczymy co da się zrobić – możliwe, że będe chciał pomóc. Praca dla dobrej sprawy dobrego marketera jest warta znacznie więcej niż przelana stówka.

Zapisz się na newsletter: https://www.getrevue.co/profile/bartosz-majewski

10 filmów, które inspirują biznesowo

Robiąc takie rzeczy jak e-commerce, marketing czy technologie trzeba rozumieć bardzo wiele modelów biznesowych i być na bieżąco z wieloma rynkami i trendami. To wymaga utrzymywania reżimu lekturowego. Badania, raporty, biografie przedsiębiorców, case studies czy książki o danych zagadnieniach to codzienność. Warto jednak zwrócić uwagę na filmy traktujące o kwestiach biznesowych czy technologiach. Łatwiej pomyśleć wtedy nieszablonowo, dokonać zmian albo rozpocząć nowy projekt. Oto 10 inspiracji, które polecam.

Dobry Rok

Margin Call

Get Rich Or Die Trying

Lincoln Lawyer

Męska Gra

Układ Zamknięty

Młode wilki

Pursuit Of Happiness

Glengarry Glen Ross

Raport Mniejszości

A może wy coś polecacie? Czego waszym zdaniem brakuje na tej liście?

Zapisz się na newsletter: https://www.getrevue.co/profile/bartosz-majewski

%d bloggers like this: